Category: beauty

WYSTARCZY JEDEN PRODUKT, ŻEBY TEN SAM MAKIJAŻ WYGLĄDAŁ ZUPEŁNIE INACZEJ


Artykuł zawiera link afiliacyjny.

 

Nie jestem osobą, która często zmienia swój makijaż. Właściwie od lat wygląda on u mnie bardzo podobnie. Czasami w mniejszym lub większym natężeniu, ale kolorystyka zostaje ta sama. Makijaż ma być dla mnie czymś szybkim i pewnym. Zamiast godziny przed lustrem wolę 15 minut dłużej pospać, dlatego naprawdę rzadko trafia się coś, co robi u mnie większą różnicę. Tym razem jednak tak właśnie było.

 

Do mojego makijażu wróciła baza Bobbi Brown. Produkt, który kiedyś stosowałam, a później gdzieś po drodze o nim zapomniałam. Ostatnio zupełnie przypadkiem znowu na niego trafiłam i wtedy przypomniałam sobie, jak duże wrażenie zrobił na mnie kiedyś.

 

Ta baza to totalny „game changer”. Chociaż nie lubię tego określenia, to w tym przypadku naprawdę trudno użyć innego. Jeśli chodzi o to, jak makijaż wygląda i jak się trzyma w ciągu dnia, różnica jest naprawdę duża. Skóra po niej wygląda wyraźnie lepiej - jest gładka, miękka, dobrze nawilżona, taka „gotowa” na makijaż. Ma w sobie coś jedwabistego, co sprawia, że krem BB, który nakładam później, układa się równomiernie i naturalnie. Makijaż dłużej wygląda świeżo, jakby dopiero co został zrobiony.

 

Poniżej zostawiam Wam wszystkie produkty, których aktualnie używam do mojego codziennego makijażu. Znajdziecie tam również kod zniżkowym do SENSUM MARE - dostałam ostatnio kilka wiadomości na Instagramie, od dziewczyn, które skorzystały z mojego polecenia i się nie zawiodły, co dla mnie jest największym dowodem zaufania za co Wam ogromnie dziękuję! 

WIOSENNA RUTYNA W TROSCE O SKÓRĘ: CZYLI JAK PRZYGOTOWUJĘ SKÓRĘ NA NADCHODZĄCE LATO. MOJA CODZIENNA PIELĘGNACJA W KILKU KROKACH


Wpis powstał przy współpracy z marką SENSUM MARE.


Wiosna potrafi obudzić nie tylko ogród za oknem, ale i przypomnieć o kilku pielęgnacyjnych zaniedbaniach z ostatnich miesięcy, które intensywnie naprawiam, aby przygotować skórę na nadchodzące lato. Ale spokojnie – nie będzie tu żadnej presji ani 10-etapowej rutyny rodem z koreańskich podręczników urody.

 

Zamiast tego będzie trochę o tym, jak małymi krokami ogarniam swoją skórę i przygotowuję ją na nadchodzące lato – bez stresu oraz poczucia winy. Opowiem Wam o tym, co się u mnie sprawdza, co przetestowałam i co naprawdę daje efekt „wow” – ale taki bardziej „wow, wygląda na to, że się wyspałaś”, a nie „wow, czy to filtr z Instagrama?”. Będzie też o tym jak dbam o skórę od wewnątrz i z zewnątrz (bo nawilżenie naprawdę robi różnicę), dlaczego filtr SPF to mój codzienny must-have, nawet kiedy nie planuję opalania, i jak poranna rutyna bywa równie ważna jak ta wieczorna – jeśli nie ważniejsza. Bo dobra baza to połowa sukcesu, niezależnie od tego, czy mówimy o makijażu, czy po prostu o lepszym samopoczuciu na cały dzień.

 

No dobrze, wystarczy tego filozofowania– czas przejść do konkretów. Bo choć nie jestem kosmetologiem, ani nie wygrałam jeszcze wojny z niesforną cerą (czytaj: sporadyczne wypryski mają się u mnie całkiem nieźle), to przez ostatnie miesiące udało mi się wypracować kilka nawyków, które naprawdę robią różnicę. Oto moja codzienna rutyna – prosta, sprawdzona i przede wszystkim – do zrobienia nawet wtedy, gdy maluch budzi się o świcie, a lista zadań wygląda jak rozdział z powieści sensacyjnej.

 

Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś dla siebie – czy to inspirację, czy pretekst, żeby wieczorem wyjąć z szafki swój ulubiony krem i zrobić coś tylko dla siebie. Bo jak nie teraz, to kiedy?

 

MY CURRENT SKINCARE WITH JOUJOU BOTANICALS


Wpis powstał we współpracy z marką JouJou Botanicals.
 

O tym, że regularność jest kluczem do sukcesu każdego wielkiego dzieła, wie już chyba każda z nas. Tak na dobrą sprawę możemy to odnieść do wszystkiego. Regularne ćwiczenia, dieta mają wpływ na nasze samopoczucie oraz kondycję naszego ciała, regularne picie wody wpływa korzystnie na naszą skórę itd. Możemy to oczywiście odnieść do wielu innych dziedzin oraz sfer naszego życia, jak chociażby do pracy, nauki (i nie mówię tu już nawet tylko o tej szkolnej, ale i również chociażby o nauce jazdy konnej), a nawet pasji. Każda z Was jednak dobrze już wie, że ten wpis to nie żadne filozoficzne rozważania z cyklu „być, albo nie być” a jedynie pielęgnacyjny poradnik, ale przecież jakoś musiała zacząć :). Wracając jednak do tej regularności, wiemy dobrze, że w pielęgnacji skóry, regularność jest tak samo ważna jak wyżej wspomniane picie wody. Nie da się jednak ukryć, że jesień i zima to czas, w którym znacznie częściej wieczory spędzamy w domu. Po całym dniu w pracy albo załatwianiu spraw na mieście (zwłaszcza, kiedy musimy przedostać się przez zaspy śnieżne, lodowisko na chodniku i inne zimowe „smaczki”) wieczorna chwila relaksu brzmi jak idealne remedium. 

 

Pielęgnacja skóry jest tak samo ważna o każdej porze roku, ale mam wrażenie, że zimą przychodzi mi ona znacznie łatwiej i sprawia jeszcze więcej przyjemności. Jakby te kilka wieczornych chwil kosmetycznych rytuałów sprawiało, że całe zmęczenie, czasami nawet frustracja, gdzieś się ulatniała. Przychodzę więc do Was dzisiaj z nowym artykułem o mojej codziennej pielęgnacji z wykorzystaniem kosmetyków marki JouJou Botanicals, o której wspominałam jakiś czas temu. Kosmetyki dotarły do mnie jakoś początkiem grudnia (w samą porę, bo akurat kończyły mi się poprzednie produkty). Zdążyłam je więc dokładnie przetestować, aby móc podzielić się swoją opinią na ich temat.

 

Zacznijmy jednak od początku. Dzika przyroda + biotechnologia to podstawowe cele, na których skupia się marka JouJou Botanicals. Jak sami mówią, ich pasją jest ponowne łączenie ludzi z naturą poprzez synergię mądrości botanicznej i nauki. Oferują organiczną pielęgnację skóry zaprojektowaną w celu przywrócenia i utrzymania blasku, łącząc dzikie rośliny i zieloną biotechnologię, aby uzyskać świadome podejście do najwyższej jakości pielęgnacji skóry. Więcej na temat podejścia oraz wizji marki, możecie przeczytać na ich stronie internetowej, do czego gorąco zachęcam. Przejdźmy więc do mojej pielęgnacji. 

 

. . . .

 

Each of us probably already knows that regularity is the key to the success of any great work. In fact, we can apply this to everything. Regular exercise and diet have an impact on our well-being and the condition of our body, drinking water regularly has a positive effect on our skin, etc. We can, of course, apply this to many other areas and spheres of our lives, such as work, study (and I'm not even talking about school only, but also about learning horse riding for example), and even about passion. Anyway, each of you already knows that this article is not a philosophical discussion from the "to be or not to be" series, but only a care guide, but I had to start somehow :). Returning to this regularity, we know well that in skin care, regularity is as important as the above-mentioned drinking water. However, it cannot be denied that autumn and winter are the time when we spend much more evenings at home. After a whole day at work or running errands in the city (especially when we have to get through snowdrifts, an ice rink on the sidewalk and other winter "delicacies"), an evening moment of relaxation sounds like the perfect remedy.

 

Skin care is equally important at any time of the year, but I feel that in winter it is much easier and gives me even more pleasure. As if these few evening moments of beauty rituals made all the tiredness, sometimes even frustration, disappear. So today I come to you with a new article about my daily care using JouJou Botanicals cosmetics, which I mentioned some time ago. The cosmetics arrived at the beginning of December (just in time because I was running out of my previous beauty products). So, I managed to test them thoroughly to be able to share my opinion about them.

 

But let's start from the beginning. Wildlife + biotechnology are the primary goals that the JouJou Botanicals brand focuses on. As they say, their passion is to reconnect people with nature through the synergy of botanical wisdom and science. They offer organic skin care designed to restore and maintain radiance, combining wild botanicals and green biotechnology for a conscious approach to premium skin care. You can read more about the brand's approach and vision on their website, which I strongly encourage you to do. So let's move on to my current skincare routine.

JESIENNA PIELĘGNACJA, CZYLI JAK DBAM O SKÓRĘ PO LECIE



Zmieniająca się pora roku, to idealny chwyt marketingowy. Bijące ze wszystkich stron hasła reklamowa, które głoszą coś w rodzaju „akcja regeneracja”, albo „nasz krem odbuduje Twoją zniszczoną słońcem skórę w zaledwie kilka dni”, w bardzo szybki sposób potrafią wmówić nam konsumentkom, że skoro zmienia się pogoda, to nasza pielęgnacja również powinna (albo raczej musi!) się zmienić. Cóż, musi to zdecydowanie zbyt duże słowo, ale nie da się ukryć, że jesienna pielęgnacja, to temat, który odgrywa ogromną rolę w życiu nas kobiet i przy okazji jest bohaterem setek (albo może bardziej milionów) poświęconych mu artykułów. Jaka jest tego przyczyna i czy aby na pewno powinnyśmy brać pod uwagę zmianę naszych pielęgnacyjnych nawyków? 

 

Różnica między latem a jesienią jest chyba oczywista dla każdej z nas. Właściwie to sprowadza się do tego, że latem słońce świeci mocniej, dni są upalne, a jesienią jest jakby na odwrót – słońce chociaż ciągle jest z nami to nie jest już takie ostre no i upały to raczej relikt przeszłości. Tak, wiem – punkt dla mnie za spostrzegawczość :). Zmierzając jednak do sedna tej zbyt dogłębnej analizy atmosferycznej – letnie upały odbijają się znacząco na naszej skórze, przez co stosujemy duże ilości kremu z filtrem, który chroni przed poparzeniami. Długotrwałe upały przyczyniają się jednak do przesuszenia naszej skóry, która jesienią jak nigdy, wymaga dogłębnego nawilżenia. Niższe temperatury sprzyjają jej odbudowie, dlatego wspomniana wyżej „akcja regeneracja” to właściwie całkiem niezłe określenie, chociaż najbardziej podoba mi się „sezonowa zmiana warty”. Pielęgnacja skóry po lecie jest więc naturalnym czynnikiem, z którym przychodzi nam się zmierzyć. Oczywiście nie chodzi tu teraz o drastyczne zmiany nawyków, ani tym bardziej o to, aby wyrzucić cały zapas kosmetyków tylko po to, aby wymienić je na „jesienne”. Chodzi raczej o to, aby podejść do tematu pielęgnacji z większą świadomością, uczynić z niej pewnego rodzaju rutynę i być przy tym bardzo skrupulatnym. Jeżeli skończył Ci się krem na noc, albo serum – to teraz wybierz te o bogatszym składzie, które pozwoli twojej skórze na porządną regenerację. 


 

Podobno z wiekiem, nasza skrupulatność oraz dbałość w pielęgnacji skóry wzrasta (co właściwie tłumaczy, dlaczego coraz więcej czasu poświęcam na wyszukanie odpowiednich kosmetyków do twarzy, natomiast kolorowe kosmetyki pozostają u mnie niezmienne), co muszę nieskromnie przyznać, z powodzeniem odzwierciedla się w kondycji mojej skóry. Skoro udało mi się już wypracować pewne dobre nawyki, a produkty, które stosuję sprawdzają się u mnie bez zarzutu, wracam do Was z kolejnym wpisem. Dzisiaj porozmawiamy o tym jak wygląda moja jesienne pielęgnacja, czyli jak dbam o skórę po lecie. 

 

Pierwsza zasada, której skrupulatnie się trzymam jest taka, że staram się z dbałością podchodzić do pielęgnacji twarzy przez cały rok. Aby efekty były widoczne, chwilowe zaangażowanie nie wystarczy. Dlatego na przykład w zeszłym roku pisałam Wam o tym jak wygląda moja letnia pielęgnacja – o tutaj, natomiast w lipcu tego roku pisałam Wam o moich tegorocznych kosmetycznych sprzymierzeńcach - tutaj. Kolejna z moich złotych zasad to – nie eksperymentować. Lubię testować nowe kosmetyki, ale do każdego produktu podchodzę z dużą ostrożnością i dziesięć razy sprawdzę jego opinie zanim zdecyduję się na zakup. Poniżej znajdziecie kosmetyki, które aktualnie stosuję, a które spełniły wszystkie moje kryteria i wiem, że Was również zadowolą :). 

KOSMETYKI Z WITAMINĄ C, ULUBIONE NALEŚNIKI I POWIEŚCI, CZYTANE W MIĘDZYCZASIE, CZYLI O MOJEJ LETNIEJ RUTYNIE SŁÓW KILKA


Każdy z nas ma jakąś rutynę. W pracy, w domu, w codziennych przyjemnościach. I chociaż na ogół rutyna bywa kojarzona z czymś systematycznym, czasami przyjemnym, to jest jeszcze jeden rodzaj, który wykorzystujemy, aby określić w negatywny sposób, że nasze życie, nasza kariera zawodowa czy nasz związek „popadł w rutynę”. O tyle o ile ten aspekt nie jest zbyt dobrze spostrzegany, o tyle nasza codzienna rutyna może mieć już bardzo pozytywny wpływ na nasze samopoczucie, czy w przypadku pielęgnacji, na kondycję naszej skóry. Ponieważ treści, które tutaj publikują mają za zadanie umilić Wam czas, to właśnie na tym przyjemnym aspekcie się dzisiaj skupię. 

 

Lato choć bywa raczej stosunkowo krótkie, niesie ze sobą wiele przyjemnych nazwijmy to aspektów. Nie będę jednak wymieniać ich wszystkich (prawdopodobnie zanudziłabym Was przy drugim zdaniu), ale opowiem odrobinę o moich małych letnich przyjemnościach, codziennej rutynie i tym na co o tej porze roku zawsze znajduję czas. Z racji tego, że upały nie są moją mocną stroną (pewnie dlatego to właśnie jesień jest moją ulubioną porą roku), lato ma jednak coś bardzo cennego do zaoferowania – sezonowe owoce. To właśnie dlatego o tej porze roku w moim domowym jadłospisie najczęściej występują naleśniki (no dobra, prawdę powiedziawszy to dlatego, że moja czterolatka najchętniej jadłaby tylko naleśniki :)). Poniżej znajdziecie przepis (choć przyznaje, że najczęściej robię je na oko, ale tym razem zapisałam sobie szczegółowe wytyczne :)).

JAK DBAM O SKÓRĘ LATEM: KOSMETYKI, KTÓRE AKTUALNIE STOSUJĘ, ORAZ OLEJE, CZYLI MOI NAJSILNIEJSI SPRZYMIERZEŃCY


Summer is a difficult time for our skin and a good exam for ourselves. In these hot months (and this year this term could not be more accurate), we should like never do our best to protect our skin from excessive sun rays, but also to deeply moisturize it. Although in the case of skincare each season is demanding in its own way, it is important to remember that the more meticulous we approach it, the better the results will be. I know from my own experience that sometimes you just don't want to - especially when we come home late from a great outdoor party, our body still feels the rhythms of the samba we danced a while ago, and our head buzzes from too much wine and we think "okay, if I let go of the evening care this one time, nothing big will happen ...". Well, maybe nothing big will happen, but in my case such a one-night abandonment causes that the next morning my skin looks like “yesterday" (and I am not talking about bags under the eyes, because since Klara was born, they don’t tend to happen - I guess I got used to sleepless nights: D). In a way, and on the other hand, thinking ahead and wanting to keep the skin as healthy and supple as possible, the daily care has entered my blood so much that I don't happen to have "a day off" from applying the cream. Therefore, as a mantra I will repeat to you (and remind myself) that regularity is the key to real effects, which I have learned many times about in relation to care, and among other things, I am going to share here today.

 

In today's post, I will tell you a bit about my summer care, about the small changes that I made, but I will also touch on the topic that I mentioned some time ago on Instagram - oils that have been with me for a long time during my hair care, and from about 1.5 months have also been used for the face and body. If I were to be so scrupulous about drinking water as I am with my skincare, it would be wonderful, but unfortunately I still can't introduce a regular habit. I guess I'll really have to use the phone app as a reminder!

 

. . . .

 

Lato to trudny czas dla naszej skóry i przy okazji dobry egzamin dla nas samych. W tych upalnych miesiącach (a w tym roku to określenie nie może być bardziej trafne) jak nigdy powinnyśmy dbać o to, aby jak najlepiej chronić naszą skórę przed nadmiernymi promieniami słonecznymi, ale i również dogłębnie ją nawilżać. Chociaż w przypadku pielęgnacji każda pora roku jest na swój sposób wymagająca, to ważne, aby pamiętać, że im skrupulatniej do niej podejdziemy, tym lepsze rezultaty osiągniemy. Wiem z własnego doświadczenia, że czasami zwyczajnie się nie chce – szczególnie, kiedy wracamy późno do domu ze świetnej imprezy na świeżym powietrzu, nasze ciało wciąż odczuwa rytmy samby, którą tańczyłyśmy jeszcze chwilę temu, a w głowie szumi o jeden kieliszek wina za dużo i myślimy sobie „a dobra, jeżeli odpuszczę wieczorną pielęgnację ten jeden raz, to przecież nic wielkiego się nie stanie…”. Cóż, może faktycznie nic wielkiego się nie stanie, ale w moim przypadku takie jednonocne zaniechanie powoduje, że kolejnego poranka moja skóra autentycznie wygląda na „wczorajszą” (i nie mówię tu o workach pod oczami, bo od kiedy Klara się urodziła, te już mi się nie zdarzają – chyba się przyzwyczaiłam do nieprzespanych nocy :D). Poniekąd dlatego, a z drugiej strony myśląc przyszłościowo i chcąc zachować jak najzdrowszą i jędrną skórę, codzienna pielęgnacja weszła mi tak bardzo w krew, że nie zdarza mi się „wolne” od nałożenia kremu. Dlatego jak mantra będę Wam powtarzać (i sobie przy okazji), że regularność to klucz do prawdziwych efektów o czym zresztą w odniesieniu do pielęgnacji, wielokrotnie się przekonałam i między innymi tym, zamierzam się dzisiaj tutaj podzielić. 

 

         W dzisiejszym wpisie opowiem Wam odrobinę o mojej letniej pielęgnacji, o drobnych zmianach, które wprowadziłam, ale poruszę również temat, o którym wspominałam jakiś czas temu na Instagramie – mowa o olejach, które już od dawna towarzyszyły mi podczas mojej pielęgnacji włosów, a od około 1,5 miesiąca znalazły swoje zastosowanie również w odniesieniu do twarzy i ciała. Gdybym jeszcze tak skrupulatnie podchodziła do picia wody to już w ogóle byłoby cudownie, ale niestety ciągle nie potrafię wprowadzić regularnego nawyku. Chyba naprawdę będę musiała skorzystać z aplikacji na telefon! 

LA PAUSA DE CHANEL: MÓJ MAKIJAŻ W LETNIM WYDANIU


Make-up is undoubtedly the subject that appears least often here. As for my actions in this field, I can confidently say that I am the worst consumer of colour cosmetics, which probably even the advertisers themselves sensed, so you will not find a paid lipstick promotion here, but only products that I mostly started using when I was closer to "teen" than 30 :D. It just so happens that the last post about makeup appeared on the blog a year and a half ago (don't ask me when it flew, because I'm wondering myself), and there are as many as two new products in my make-up bag (yes, I know, it's crazy! :D), because the earlier ones are over, so I thought I'd prepare this slightly refreshed version of everyday makeup for you. If you have been watching me for a long time, you have probably noticed that in the case of these cosmetics, I am faithful to my choices. I don't like to experiment, so if the product suits me, I won't trade it for any treasures. In this way, I have recommended the mascara that I use to you several times and I still stick to it (I don't even know how many years), my friend recommended the foundation to me during my undergraduate studies and I also use it to this day, and Chanel cosmetics , these are the only colour products I have in my cosmetic bag.

 

I am aware that not everyone will share my enthusiasm for this brand's cosmetics, but I am really happy with them. Except for their mascara, which I have tried in the past, which dried very quickly - no other product disappointed me. Moreover, for me, these products are very efficient (and believe me, while still in high school, I used the cheapest cosmetics available in the local drugstore, because I could not afford anything else from my teenage savings and they were disappearing at an alarming rate), and I am wearing my makeup practically every day, although from year to year more and more sparingly :), that's why I have been using them so faithfully for years. This is also the reason why I don't mention makeup so often - each article would look the same and show the same products.

 

But getting to the point, I use practically only 6 cosmetics every day. First, I apply The Ordinary Serum Foundation, which, as I mentioned above, I started to use while still in my undergraduate studies. I like it very much because it is light, has good coverage, but it does not give a mask effect. I had a few BB cream samples recently and I have to admit that my foundation turned out to be much lighter, which makes me feel better in it. Then I apply a small amount of CHANEL Poudre Universelle Libre shade no. 30 on the forehead, nose, a bit on the cheeks and chin - mainly where I shine the most :). I comb my eyebrows with a brush and touch them with a dark brown shade from the CHANEL Les 4 Ombres shade 308 Clair Obscur palette, which I sometimes also use on the eyelids (mainly for the evening), then I do my eyelashes using Bourjois Twist up the Volume mascara. I emphasize the cheekbones with my new purchase - CHANEL Blush Lumière the colour Brun Roussi, i.e. illuminating powder blush. Finally, I pat the CHANEL Rouge Coco Baume color 916 Flirty Coral on my lips. I have mentioned to you many times about CHANEL lip balm. I like this product very much, so taking advantage of the fact that I just ran out of it, I gladly reached for its new version with a colouring pigment. For a stronger effect it can be applied like a regular lipstick, but I like this gentle natural effect. It is this naturalness that is closest to me. When I look at how much has changed in my approach to makeup over the years, it's hard to believe. I suppose that if it weren't for the minor imperfections and redness on my face, I would have given up the foundation completely and replaced it with a creamy blush that would emphasize the cheekbones - just that much would be enough. It's hard to believe that a fashion for "Au Naturel" was needed to make me understand that it is in such a natural look that makes me feel best...

 

. . . .

 

Makijaż to bez wątpienia temat, który przewija się tutaj najrzadziej. Jeżeli chodzi o moje poczynania w tej dziedzinie, mogę śmiało powiedzieć, że jestem najgorszym konsumentem kolorowych kosmetyków co chyba nawet sami reklamodawcy wyczuli, dlatego nie znajdziecie tutaj opłaconej promocji szminki do ust, a jedynie produkty, które w większości zaczęłam stosować, kiedy bliżej mi było do „naście” niż 30-ści :D. Tak się jednak składa, że ostatni wpis o makijażu pojawił się na blogu półtorej roku temu (nie pytajcie mnie, kiedy to zleciało, bo sama się zastanawiam), a w mojej kosmetyczce pojawiły się aż dwa nowe produkty (tak wiem, tosz to szaleństwo! :D), bo wcześniejsze akurat się skończyły, więc pomyślałam, że przygotuję dla Was tą lekko odświeżoną wersję codziennego makijażu. Jeżeli obserwujecie mnie od dawna, to zapewne zauważyłyście, że w przypadku tych kosmetyków jestem wierna swoim wyborom. Nie lubię eksperymentować, dlatego jeżeli produkt mi odpowiada, nie zamienię go za żadne skarby. Tym sposobem tusz do rzęs, który używam, polecałam Wam już kilka razy i nadal się go trzymam (nawet nie wiem ile to już lat), podkład poleciła mi jeszcze na studiach licencjackich moja przyjaciółka i również stosuję go po dziś dzień, z kolei kosmetyki Chanel, to jedyne kolorowe produkty, które mam w kosmetyczce. 

 

Zdaję sobie sprawę, że nie każdy będzie podzielał mój entuzjazm w przypadku kosmetyków tej marki, ale ja naprawdę jestem z nich zadowolona. Za wyjątkiem tuszu do rzęs, który kiedyś od nich próbowałam, a który bardzo szybko się wysuszył - żaden inny produkt mnie nie rozczarował. Mało tego, jak dla mnie te produkty są bardzo wydajne (a wierzcie mi, będąc jeszcze w szkole średniej używałam najtańsze kosmetyki dostępne w lokalnej drogerii, bo z nastoletnich oszczędności na nic więcej nie mogłam sobie pozwolić i znikały w zastraszającym tempie), a maluję się praktycznie codziennie, chociaż z roku na rok coraz bardziej oszczędnie :), dlatego od lat tak wiernie je stosuję. To jest też powód, dla którego tak rzadko poruszam temat makijażu – każdy wpis wyglądałby tak samo i przedstawiał te same produkty. 

 

Przechodząc jednak do meritum, na co dzień używam praktycznie tylko 6 kosmetyków. Najpierw nakładam podkład The Ordinary Serum Foundation, który jak wspominałam wyżej zaczęłam stosować jeszcze na studiach licencjackich. Bardzo go lubię, bo jest lekki, ma niezłe krycie, ale nie daje efektu maski. Miałam ostatnio kilka próbek kremów BB i muszę przyznać, że mój podkład okazał się znacznie lżejszy przez co lepiej się w nim czuję. Następnie nakładam niewielką ilość pudru CHANEL Poudre Universelle Libre odcień nr 30  na czoło, nos, odrobinę na policzki i brodą – głównie tam, gdzie najbardziej się świecę :). Brwi przeczesuję szczoteczką i poprawiam lekko ciemno brązowym cieniem z palety CHANEL Les 4 Ombres odcień 308 Clair Obscur, którą czasami stosuję również na powieki (głównie na wieczór), natomiast rzęsy podkreślam maskarą Bourjois Twist up the Volume. Kości policzkowe podkreślam moim nowym nabytkiem – CHANEL Blush Lumière kolor Brun Roussi, czyli rozświetlający pudrowy róż. Na sam koniec wklepuję w usta CHANEL Rouge Coco Baume kolor 916 Flirty Coral. Wiele razy wspominałam Wam już o balsamie do ust CHANEL. Bardzo lubię ten produkt, dlatego korzystając z tego, że akurat mi się skończył, z chęcią sięgnęłam po jego nową wersję z pigmentem koloryzującym. Dla mocniejszego efektu można go nałożyć jak zwykłą szminkę, ale ja lubię ten delikatny naturalny efekt. To właśnie ta naturalność jest mi najbliższa. Kiedy popatrzę sobie jak wiele zmieniło się w moim podejściu do makijażu na przestrzeni lat, aż trudno uwierzyć. Przypuszczam, że gdyby nie drobne niedoskonałości i zaczerwienienia na twarzy, które od jakiegoś czasu spędzają mi sen z powiek, zrezygnowałabym całkowicie z podkładu zamieniając go na kremowy róż, który podkreśliłby kości policzkowe – tylko tyle i aż tyle. Trudno uwierzyć, że potrzebna była moda na „Au Naturel”, abym zrozumiała, że to właśnie w takim naturalnym wydaniu czuję się najlepiej… 

W TROSCE O WŁOSY: KILKA SŁÓW O MOJEJ AKTUALNEJ PIELĘGNACJI


Lato to czas, w którym nie tylko nasza skóra wystawiana jest na próbę, ale również włosy. O tyle o ile troszcząc się o naszą skórę możemy ją odrobinę zabezpieczyć poprzez stosowanie filtrów ochronnych, o tyle w przypadku włosów sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Wiatr, słońce, kąpiele w słonej wodzie – to wszystko wpływa na ich kondycję, która po lecie jest znacząco osłabiona a włosy przesuszone. Jak w przypadku każdej pielęgnacji, nie ma złotego środka, który sprawi, że z dnia na dzień odbudujemy to co zostało zniszczone. Pielęgnacja wymaga czasu, oraz regularności a na efekty często musimy czekać miesiącami. Pamiętam, że temat mojej pielęgnacji włosów, oraz ich stylizacji od zawsze budził spore zainteresowanie z Waszej strony, dlatego postanowiłam przygotować nową publikację poświęconą temu jak obecnie dbam o włosy, oraz co się zmieniło, a co nadal sumienne stosuję. 

 

Przyznam szczerze, że chociaż testowanie kosmetyków do pielęgnacji skóry przychodzi mi z łatwością, tak przy doborze produktów do włosów, zawsze ogarniają mnie nie małe dylematy. Od zawsze z dużą pieczołowitością podchodziłam do dbania o nie, dlatego też, kiedy zaczęły mi po ciąży wypadać, wpadłam w niemałą panikę. Zawsze raczej więcej ich przybywało niż ubywało, więc chyba po prostu liczyłam, że już zawsze tak będzie. Rzeczywistość okazała się mieć inny plan, więc chyba rozumiecie, że teraz jeszcze bardziej selektywnie podchodzę do wszelakich zakupów. Pod spodem znajdziecie zatem kilka wciąż tych samych produktów, ale również i nowość. Zapraszam do dalszego czytania. 

LETNIA PIELĘGNACJA: MOJE NAJLEPSZE ODKRYCIA KOSMETYCZNE OSTATNICH MIESIĘCY


Każda pora roku jest na swój sposób wymagająca i stwarza trudne warunki dla naszej skóry. Lato zaraz obok zimy jest chyba pionierem w tej dziedzinie i to bynajmniej nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Suche powietrze, oraz nadmiar słońca, to czynniki, które na dłuższą metę mają ogromny wpływ na kondycję naszej cery. Kiedy byłam młodsza, nie przywiązywałam specjalnej wagi do pielęgnacji a już na pewno nie dostosowywałam jej do danej pory roku. Z biegiem lat, pojawieniem się pierwszych zmarszczek na twarzy i pewnego rodzaju wewnętrzną dojrzałością, zmieniło się również i moje podejście. Poranna, czy wieczorna pielęgnacja nie jest już przykrym obowiązkiem a raczej chwilą przyjemności, podczas której staram się dostarczyć mojej skórze wszystko co najlepsze. Regularność weszła mi tak bardzo w krew, że w rezultacie moja cera nigdy nie wyglądała lepiej. 

 

W ciągu ostatnich kilku miesięcy przetestowałam kilka nowości od nowych dla mnie marek kosmetycznych, ale i również wróciłam do tych starych, dobrze mi znanych, na których nigdy się nie zawiodłam. Poniżej przygotowałam dla Was  pełne zestawienie produktów kosmetycznych, które obecnie stosuję, i które z powodzeniem przeszły moją coraz to surowszą selekcję. W końcu każda z nas chce wyglądać pięknie bez konieczności ukrywania twarzy pod ciężkimi warstwami makijażu, szczególnie w sezonie letnim. 

 

* Dzisiejszy wpis jest moim subiektywnym spisem w oparciu o moje własne doświadczenia oraz wcześniejsze przetestowanie zawartych w nim kosmetyków. Wpis nie zawiera treści sponsorowanych, a kody promocyjne w nim umieszczone zostały udostępnione na moją wyraźną prośbę. 

MY CURRENT HAIRCARE: HOW I STYLE IT WITH THE FRINGE


The last post about my hair care appeared here some time ago, and since quite a lot has changed in this topic, I figured it is time to refresh it. In my June article, I focused on the problem of hair loss, which has increased significantly after pregnancy. Many months have passed since then, but I have been using the same cosmetics throughout this period. Fortunately, my hair has stopped falling out, my head is full of "maturing" hairs, or so-called "baby hair" (which I admit, at the beginning they were terribly annoying) and in addition they got stronger. While it is a huge relief for me to improve the condition of my hair, a few things have changed. First, and perhaps most obvious at first glance, I've been wearing a fringe for several weeks now. I had been carrying it on for a long time, but I was afraid of the end result. Although I'm still not fully used to it, I've learned to style it well and even cut it myself! In addition, a few cosmetics in my daily care have changed. So in today's post you will find everything about my hair care, how I style it and what cosmetics I use.

 

. . . .

 

Ostatni wpis o pielęgnacji włosów pojawił się tutaj już jakiś czas temu, a ponieważ całkiem sporo się w tym temacie zmieniło, doszłam do wniosku, że pora go odświeżyć. W czerwcowym artykule, skupiłam się na problemie wypadania włosów, który po ciąży znacząco się nasilił. Od tamtej pory minęło już wiele miesięcy, ale praktycznie przez cały ten okres stosowałam te same kosmetyki. Na szczęście włosy przestały mi już wypadać, głowa jest pełna „dojrzewających” włosków, czyli tak zwanych „baby hair”, (które nie ukrywam, na początku były strasznie denerwujące) a w dodatku bardzo się wzmocniły. Chociaż poprawa kondycji moich włosów to dla mnie samej ogromna ulga, zmieniło się kilka rzeczy. Po pierwsze i chyba najbardziej oczywiste na pierwszy rzut oka jest to, że od kilku tygodni noszę grzywkę. Z jej zamiarem nosiłam się już od naprawdę dawna, ale bałam się efektu końcowego. Chociaż nadal w pełni się do niej nie przyzwyczaiłam, to nauczyłam się ją dobrze układać a nawet podcinać! Oprócz tego zmieniło się kilka kosmetyków w mojej codziennej pielęgnacji. W dzisiejszym wpisie znajdziecie zatem wszystko na temat mojej pielęgnacji włosów, tego jak je układam oraz jakie kosmetyki stosuję. 

MY EVENING MAKEUP


As many times as I used the services of a professional make-up artist, I was dissatisfied. It always ended with the same thought - "I'd do it myself a hundred times better." Well, the undeniable fact is that maybe not so much better than according to my ideas, which is often not accurately reflected by someone else (after all, no one read our minds, and sometimes words are not enough). In this way, over the years I have learned to paint for various occasions according to my preferences, which is simply as gentle and classic as possible - the surfeit does not go hand in hand with me. Due to the fact that Christmas is approaching, in today's post I have prepared for you my makeup in a more evening edition. As in the case of everyday makeup, in the initial version I use the same cosmetics, but I think I will try some more covering foundation (currently I use the serum-based one and I think it is a bit too delicate). But getting to the heart of the matter - today's makeup step by step looks more or less like this that after applying the foundation, I cover my face with a small amount of loose powder (especially in places where my face tends to "glow", i.e. the forehead and cheeks close to nose). Then I apply a little more highlighter to the cheekbones, chin, upper lip and nose, making the face look fresher and radiant. When the face is well prepared, I move on to the eyebrows, which I brush out well first, and then apply a brown eyeshadow to outline their shape and make them expressive. When the eyebrows are ready, I move on to the eyelids.

 

In the case of evening makeup, I use black eyeliner, with which I paint a relatively thin line that goes beyond the lash line slightly upwards to visually lift and lengthen the eyelashes. I do not like this glow in the case of eyeliner, so I additionally correct it with a black shadow, but because I just ran out of it, I used dark brown. To further emphasize the eye, I apply a brown eyeshadow to the crease and along the lower lash line. I emphasize the finished eyes with mascara and it's ready. The next step is the bronzer, which I put on the cheekbones a little below the highlighter to emphasize the cheeks and thus slim the face, and on both sides of the nose, chin and a little on the temples. Since winter will welcome us in a moment, I emphasize my cheeks with a delicate pink. The final step – lips. I rarely use lipsticks - I prefer a natural effect, so I only apply a lip balm that gives a lip gloss effect.

 

Cosmetics that I used for today's makeup: The Ordinary serum foundation, shade 1.2N, Chanel Poudre Universelle Libre powder, shade 30 Naturel - Translucent 2, Sleek Brow Kit dark 818, Elizabeth Arden Bold Defining Felt Tip Liquid Eyeliner, Chanel Les 4 Ombres 308 Clair-Obscur eye shadows (I mixed the upper left and upper right shades for the crease of the eyelid and covered the lower lash line and then the lower right shade along the lashes line over the eyeliner), mascara Chanel Le Volume Strech de Chanel 10-noir, Highlighter Bobbi Brown Shimmer Brick Compact beige shade (seems its currently unavailable, so I linked the one in bronze shade), bronzer Chanel Les Beiges Healthy Glow Luminous Color medium shade, blush Chanel Joues Contraste 440 Quintessence, lip balm Chanel Rouge Coco Baume.

 

. . . .


Tyle razy ile korzystałam z usług profesjonalnej makijażystki, tyle razy byłam niezadowolona. Zawsze kończyło się tą samą myśl – „sama pomalowałabym się sto razy lepiej”. Cóż, niezaprzeczalnym faktem jest, że może nie tyle lepiej, co wedle moich wyobrażeń, których często nie idzie dokładnie odzwierciedlić przez kogoś innego (w końcu nie czyta nam w myślach, a słowa czasami to za mało). Tym oto sposobem, przez lata nauczyłam się malować na różne okazje wedle własnych upodobań, czyli po prostu jak najdelikatniej i klasycznie – co jak co, ale przesyt nie idzie ze mną w parze. Z racji tego, że zbliżają się Święta, w dzisiejszym wpisie przygotowałam dla Was mój makijaż w bardziej wyjściowym/wieczorowym wydaniu. Tak jak w przypadku makijażu codziennego, w wersji wyjściowej używam tych samych kosmetyków, ale chyba skuszę się na jakiś bardziej kryjący podkład (obecnie stosuje ten na bazie serum i wydaje mi się, że jest jednak trochę zbyt delikatny).  Przechodząc jednak do sedna sprawy – dzisiejszy makijaż krok po kroku wygląda mniej więcej tak, że po nałożeniu podkładu, pokrywam twarz sypkim pudrem w niewielkiej ilości (najbardziej w miejscach, w których moja twarz ma tendencję do „świecenia się”, czyli czoło i policzki przy nosie). Następnie na kości policzkowe, podbródek, górną wargę oraz nos nakładam rozświetlacz w odrobinę większej ilości, dzięki czemu twarz wygląda bardziej świeżo i promiennie. Kiedy twarz jest już dobrze przygotowana, przechodzę do brwi, które najpierw dobrze rozczesuję szczoteczkę, a następnie nakładam brązowy cień, aby zarysować ich kształt i nadać im wyrazistości. Kiedy brwi są gotowe, przechodzę do powiek. 

 

W przypadku wieczorowego makijażu, stosuję eyeliner w kolorze czarnym, którym maluję stosunkowo cienką kreskę, która wychodzi poza linię rzęs lekko do góry, aby optycznie unieść i wydłużyć rzęsy. Nie lubię tego świecenia w przypadku eyelinera, dlatego dodatkowo poprawiam ją czarnym cieniem, ale ponieważ akurat mi się skończył, użyłam ciemno brązowego. Aby dodatkowo podkreślić oko, w miejscu załamania powieki nakładam brązowy cień, oraz wzdłuż dolnej linii rzęs. Gotowe oczy podkreślam jeszcze tuszem do rzęs i gotowe. Kolejnym krokiem jest bronzer, który nakładam na kości policzkowe odrobinę poniżej rozświetlacza, aby uwydatnić policzki i tym samym wyszczuplić twarz, oraz po obu stronach nosa, brody i odrobinę na skroniach. Ponieważ za chwilę przywita nas zima, policzki podkreślam jeszcze delikatnie różem. Ostatnim krokiem są usta. Rzadko stosuję szminki – raczej preferuję naturalny efekt, dlatego nakładam jedynie balsam do ust, który daje efekt błyszczyka. 

 

Kosmetyki, które użyłam do dzisiejszego makijażu: podkład serum foundation od The Ordinary odcień 1.2N, puder Chanel Poudre Universelle Libre odcień 30 Naturel – Translucent 2, paletka do brwi Sleek Brow Kit odcień dark 818, eyeliner Elizabeth Arden Bold Defining Felt Tip Liquid Eyeliner, cienie do powiek Chanel Les 4 Ombres 308 Clair-Obscur (zmieszany górny lewy i górny prawy odcień dałam na załamanie powieki i dolną linię rzęs oraz dolnym prawy pokryłam kreskę wzdłuż rzęs), tusz do rzęs Chanel Le Volume Strech de Chanel odcień 10-noir, rozświetlacz Bobbi Brown Shimmer Brick Compact odcień beige, bronzer Chanel Les Beiges Healthy Glow Luminous Colour odcień medium, róż Chanel Joues Contraste 440 Quintessence, balsam do ust Chanel Rouge Coco Baume

MOJA CODZIENNA PIELĘGNACJA ORAZ KILKA SPRAWDZONYCH POLSKICH KOSMETYKÓW, KTÓRE OBECNIE STOSUJĘ


Codzienna pielęgnacja to temat rzeka, który nigdy się nie kończy. Na rynku co rusz pojawiają się nowe marki kosmetyczne, które wszelkimi sposobami próbują zdobyć naszą uwagę najczęściej głosząc, że produkt, który ma nas zainteresować jest odpowiedzią na wszystkie nasze problemy. Niestety, tonący brzytwy się chwyta, dlatego konsumenci (ze mną na czele) wierzą zapewnieniom producentów i przykładnie wcierają wszelakie kremy wedle instrukcji w nadziei na wspaniałe rezultaty. Chciałabym teraz dorzucić jakieś „ale”, po którym nastąpi cudowna porada, wedle której odnajdziemy złoty środek w walce o piękny wygląd skóry, ale niestety takowy nie istnieje. Jest jednak kilka zasad, dzięki którym ja sama od pewnego czasu wybieram kosmetyki dobrze wpływające na wygląd mojej skóry. Od dłuższego już czasu staram się kupować tylko te produkty, które są naturalne. Byłabym jednak hipokrytką, gdybym zamiast „staram się” powiedziała „zawsze kupuję”, bo nadal zdarza mi się złapać na tym, że na mojej półce lądują kosmetyki, których skład pozostawia wiele do życzenia. Idealnym dowodem na to jest chociażby balsam do ciała marki Ziaja, o którym wspominałam w jednym podsumowaniu miesiąca w okresie wakacyjnym, czy mgiełka do ciała tej samej marki. Patrząc jednak na minione lata, mogę śmiało powiedzieć, że widzę u siebie ogromną poprawę i jestem na najlepszej drodze do osiągnięcia pewnego rodzaju równowagi podczas kosmetycznych zakupów. 

WYPADANIE WŁOSÓW, CZYLI NAJWIĘKSZA ZMORA MŁODEJ MAMY ORAZ JAK SOBIE Z TYM PORADZIŁAM


The problem of hair loss affects a large number of people. Women, after having a child, are particularly struggling with this troublesome problem. When my daughter Klara was born, the infatuation with this little creature captivated me totally, that's why all the remaining time (and there wasn’t much of it left), I devoted to caring for my skin and physical condition. Since childhood I enjoyed very strong and healthy hair, that's why I was convinced that the problem of post-pregnancy hair loss would not get me. When the first hair began to appear on the pillow around the third month, I understood how wrong I was. With each successive day more hair fell out, and with time they came out handfuls.

I tried to gather as much valuable information as possible that would help me stop this process, or weaken it a bit, but thanks to many valuable articles, I understood that no matter how much I fight, my hair will not stop falling out. It is a natural and even integral element that every young mother has to face. However not everyone face it in the same way. Some women have the hair falls out for a while, while with others it lasts for months. One of the factors that has a big impact on this is breastfeeding. During one of my surveys on Instagram, I learned that many of you faced this with virtually the entire period of breastfeeding, after which the hair stopped falling out by itself. The same survey also showed that all supplements failed. Vitamins must be taken because they will help rebuild the body, which is particularly important during this period, but you just have to face hair loss. This does not mean, however, that we cannot use special care that will support faster regrowth of new hair, which will also become stronger.

In today's post, I have prepared for you a collection of all the methods and cosmetics that I used myself during these months, and which contributed to the fact that I have a lot of new hair grow that has become strong and shiny. All the ways are most universal, so they will be useful not only for young mothers struggling with hair loss, but also for all of you who want to strengthen their hair.

. . . .

Problem wypadania włosów dotyka dzisiaj bardzo dużą rzeszę ludzi. Kobiety, po urodzeniu dziecka szczególnie borykają się z tym uciążliwym problemem. Kiedy urodziła się moja córeczka Klara, zauroczenie tą mała istota porwało mnie totalnie, dlatego cały pozostały czas (a było go naprawdę niewiele), poświęciłam na troskę o skórę i kondycję fizyczną. Od dziecka cieszyłam się bardzo mocnymi i zdrowymi włosami, dlatego żyłam w przekonaniu, że problem pociążowego ich wypadania mnie nie dopadnie. Kiedy w okolicach trzeciego miesiąca na poduszce zaczęły pojawiać się pierwsze włosy, zrozumiałam jak bardzo się myliłam. Z każdym kolejnym dniem włosów wypadało coraz więcej, a z czasem wychodziły już garściami. 

Próbowałam zgromadzić jak najwięcej cennych informacji, które pomogłyby mi zatrzymać ten proces, albo chociaż odrobinę go osłabić, ale dzięki wielu cennym artykułom, zrozumiałam, że bez względu na to jak bardzo będę walczyć, włosy nie przestaną wypadać. Jest to naturalny a wręcz integralny element, z którym każda młoda mama musi się zmierzyć. Nie u każdej wygląda to jednak tak samo. U jednych kobiet włosy wypadają przez chwilę, u innych trwa to długimi miesiącami. Jednym z czynników, który ma na to duży wpływa jest karmienie piersią. Podczas jednej z ankiet na moim Instagramie, dowiedziałam się, że wiele z Was mierzyło się z tym praktycznie cały okres karmienia piersią, po czym włosy samoistnie przestały wypadać. Z tej samem ankiety wynikało również, że wszelkie suplementy nie zdały egzaminu. Witaminy brać trzeba, bo wspomogą one odbudowę organizmu, która w tym okresie jest szczególnie ważna, ale z wypadaniem włosów trzeba po prostu się zmierzyć. Nie oznacza to jednak, że nie możemy zastosować szczególnej pielęgnacji, która wspomoże szybszy odrost nowych włosów, które tym samym staną się silniejsze. 

W dzisiejszym wpisie przygotowałam dla Was zatem zbiór wszystkich sposobów oraz kosmetyków, które sama zastosowałam przez te miesiące, a które przyczyniły się do tego, że wyrasta mi dużo nowych włosów, które stały się mocne i lśniące. Wszystkie sposoby są jak najbardziej uniwersalne, dlatego spokojnie przydadzą się nie tylko młodym mamom, zmagającym się z wypadaniem włosów, ale również wszystkim tym z Was, które pragną wzmocnić swoje włosy. 


VANILLA AND BLACK PEPPER FROM BOHOBOCO: MY SCENT OF SPRING


Behind every fragrance is its creator, but also the history associated with it. The collection of my native brand Bohoboco cannot be any different. Although the fragrance premiered almost four years ago, it has just fallen into my hands. However, let me go back to the beginning and moment of their creation, to acquaint them a bit with those of you who did not have the opportunity to get to know them.

Designers worked on Bohoboco Perfume for two years. Refined in every detail, they found their inspiration in the ... kitchen. It is no wonder that when we look at the fragrance note of this unique collection, we will notice the presence of wine, coffee, pepper, salty caramel, sugar or cinnamon. To create sensual perfumes, the duo went to the perfume industry in the south of France. It is in Grasse (where perfumes for brands such as Dior and Chanel are made), in a factory with over 200 years of experience, eight various compositions were created: Geranium, Vanilla, Sea Salt, Sandalwood, Eucalyptus, Coffee, Olibanum, Red Wine. It is worth adding here that, in addition to the sensual fragrances, the bottle design itself is refined perfectly reflecting the simplicity of its content. A beautiful glass bottle with a wooden cap completely covered with velvet.

With such a sensual collection it is difficult to choose only one fragrance. When few weeks ago I got a box with samples of all fragrances, from which I was supposed to indicate one, faithful to the eternal classic, I chose something just right. Vanilla and Black Pepper is the smell that captivated me the most. Sensational world of opposites and contrasts. Uniting alchemy of black and white. Sharpness of black pepper subtly penetrates softness of vanilla, creating a hypnotising masterpiece. It is expressive, intriguing and enigmatic. Remarkable sensual quintessence invigorated by power and energy of cedar wood. 

Beautiful and very durable, which is a perfect addition to every day. For everyone interested, you will find perfumes on the official website of Bohoboco and in Harvey Nichols.

KILKA SŁÓW O MOJEJ PIELĘGNACJI W OSTATNICH MIESIĄCACH, CZYLI JAKIE ZMIANY WPROWADZIŁAM W CIĄŻY


Recent months have only convinced me that all changes in our lives must be approached prudently and with caution. I approached the subject of care during pregnancy with a grain of salt, but due to the messages I received with a request to create an article in this topic, here it is. All information that I share with you are therefore based on my experience, which I tried to check previously in both my mother's knowledge and experience, my gynecologist's advice and available articles on trusted online sources like mamaginekolog.pl.

GOOD GIRL BY CAROLINA HERRERA: FRAGRANCE LAUNCH


Few days ago I received an invitation to the presentation of new Carolina Herrera perfumes. The main reason for the whole commotion was the new edition of the GOOD GIRL series - a fragrance hidden in a bottle with the shape of women's heel, which became a synonym and the hallmark of these perfumes. The "femme fatale" symbol has been changed, keeping the haute-couture gold pin from the original GOOD GIRL fragrance, giving it a new, equally seductive character. The bottle with black varnish changes from a transparent base to a north-blue crown, representing the transition from day to night.

JEDZ I BĄDŹ PIĘKNA: MOJA CODZIENNA PIELĘGNACJA SKÓRY


Daily skin care for each of us is different. We are struggling with various problems, we have different types of skin and cosmetics that will work for us will not necessarily work for our friends. There is no proven resource that after use will make each of us have a silky and shiny skin. What's more, daily care using cosmetics in the form of a moisturizing cream or serum is only half of the success, because there are many other factors that affect the condition and appearance of our body. The aforementioned cosmetics help to restore proper moisturizing of dry skin, but they do not provide water to our cells. In this case, the key element is to provide our body with the right amount of water, which will effectively help with its condition. In addition to water, nutrition is also important, which will provide us with many important and necessary vitamins for our body. In this case, it may be helpful to find guides, or just books, in which we find a lot of valuable information and recipes for both meals suitable for the proper functioning of the body, but also proven methods for home face masks.

AU NATUREL - MY DAILY MAKE-UP


Silk shirt // Jedwabna koszula - Dressarte Paris,
Jeans // Jeansy - TopShop,
Watch // Zegarek - Daniel Wellington,
Earring // Kolczyki - YES

Make-up is one of the main elements that helps to emphasize our beauty. However, in order for the effect to be subtle and to add charm rather than endearing, one must keep a few basic rules. My first and most important rule is "less is more", which basically accompanies me in every sphere of appearance and aesthetics. It is important because the emphasis on beauty is to get what's beautiful and not give us a new look which is a result of the overdoing and then the effect can be quite a deterrent. However, I'm not an expert in the field of makeup, that's why all the tips that are included in today's post are based on my own experience and what works best for me.


HAIRCARE: HOW I DO MY CURLS


Recently I received so many private messages and comments from you asking for a blog post, in which I will talk about my hair care and curls, which you can see in the pictures that I could not pass by her indifferently. In today's post, I will revel all the secrets that I have never shared before. Personally, I wanted to wait with this entry until the condition of my hair improve and the colour take on the intended effect, but you did not give me a choice!

A GUIDE TO PARISIAN SKINCARE WITH DARPHIN PARIS - MY SUMMER ESSENTIALS


Darphin Hydraskin Light Gel Cream and Darphin Aromatic Cleansing Balm with Rosewood
       Skin care is a very individual matter. Each of us has a different skin and it is on that basis that we customize the way we care for it and the choice of cosmetics that we go for. Looking for the perfect solution for myself I tried a lot of different creams, oils or serum, from which I caught many of the favorites that accompany me to this day. Changing the season, besides changing the wardrobe to lighter, I follow the same path during my skincare.

Instagram

FOLLOW @OFSIMPLETHINGS ON INSTAGRAM
© 2019 OF SIMPLE THINGS | All rights reserved. Contact