JAK DBAM O SKÓRĘ LATEM: KOSMETYKI, KTÓRE AKTUALNIE STOSUJĘ, ORAZ OLEJE, CZYLI MOI NAJSILNIEJSI SPRZYMIERZEŃCY


Summer is a difficult time for our skin and a good exam for ourselves. In these hot months (and this year this term could not be more accurate), we should like never do our best to protect our skin from excessive sun rays, but also to deeply moisturize it. Although in the case of skincare each season is demanding in its own way, it is important to remember that the more meticulous we approach it, the better the results will be. I know from my own experience that sometimes you just don't want to - especially when we come home late from a great outdoor party, our body still feels the rhythms of the samba we danced a while ago, and our head buzzes from too much wine and we think "okay, if I let go of the evening care this one time, nothing big will happen ...". Well, maybe nothing big will happen, but in my case such a one-night abandonment causes that the next morning my skin looks like “yesterday" (and I am not talking about bags under the eyes, because since Klara was born, they don’t tend to happen - I guess I got used to sleepless nights: D). In a way, and on the other hand, thinking ahead and wanting to keep the skin as healthy and supple as possible, the daily care has entered my blood so much that I don't happen to have "a day off" from applying the cream. Therefore, as a mantra I will repeat to you (and remind myself) that regularity is the key to real effects, which I have learned many times about in relation to care, and among other things, I am going to share here today.

 

In today's post, I will tell you a bit about my summer care, about the small changes that I made, but I will also touch on the topic that I mentioned some time ago on Instagram - oils that have been with me for a long time during my hair care, and from about 1.5 months have also been used for the face and body. If I were to be so scrupulous about drinking water as I am with my skincare, it would be wonderful, but unfortunately I still can't introduce a regular habit. I guess I'll really have to use the phone app as a reminder!

 

. . . .

 

Lato to trudny czas dla naszej skóry i przy okazji dobry egzamin dla nas samych. W tych upalnych miesiącach (a w tym roku to określenie nie może być bardziej trafne) jak nigdy powinnyśmy dbać o to, aby jak najlepiej chronić naszą skórę przed nadmiernymi promieniami słonecznymi, ale i również dogłębnie ją nawilżać. Chociaż w przypadku pielęgnacji każda pora roku jest na swój sposób wymagająca, to ważne, aby pamiętać, że im skrupulatniej do niej podejdziemy, tym lepsze rezultaty osiągniemy. Wiem z własnego doświadczenia, że czasami zwyczajnie się nie chce – szczególnie, kiedy wracamy późno do domu ze świetnej imprezy na świeżym powietrzu, nasze ciało wciąż odczuwa rytmy samby, którą tańczyłyśmy jeszcze chwilę temu, a w głowie szumi o jeden kieliszek wina za dużo i myślimy sobie „a dobra, jeżeli odpuszczę wieczorną pielęgnację ten jeden raz, to przecież nic wielkiego się nie stanie…”. Cóż, może faktycznie nic wielkiego się nie stanie, ale w moim przypadku takie jednonocne zaniechanie powoduje, że kolejnego poranka moja skóra autentycznie wygląda na „wczorajszą” (i nie mówię tu o workach pod oczami, bo od kiedy Klara się urodziła, te już mi się nie zdarzają – chyba się przyzwyczaiłam do nieprzespanych nocy :D). Poniekąd dlatego, a z drugiej strony myśląc przyszłościowo i chcąc zachować jak najzdrowszą i jędrną skórę, codzienna pielęgnacja weszła mi tak bardzo w krew, że nie zdarza mi się „wolne” od nałożenia kremu. Dlatego jak mantra będę Wam powtarzać (i sobie przy okazji), że regularność to klucz do prawdziwych efektów o czym zresztą w odniesieniu do pielęgnacji, wielokrotnie się przekonałam i między innymi tym, zamierzam się dzisiaj tutaj podzielić. 

 

         W dzisiejszym wpisie opowiem Wam odrobinę o mojej letniej pielęgnacji, o drobnych zmianach, które wprowadziłam, ale poruszę również temat, o którym wspominałam jakiś czas temu na Instagramie – mowa o olejach, które już od dawna towarzyszyły mi podczas mojej pielęgnacji włosów, a od około 1,5 miesiąca znalazły swoje zastosowanie również w odniesieniu do twarzy i ciała. Gdybym jeszcze tak skrupulatnie podchodziła do picia wody to już w ogóle byłoby cudownie, ale niestety ciągle nie potrafię wprowadzić regularnego nawyku. Chyba naprawdę będę musiała skorzystać z aplikacji na telefon! 



In the case of water, I try to diversify its taste to somehow mobilize myself. In the summer I add lemon, mint and ice cubes - these are especially good and refreshing solutions.

W przypadku wody, staram się urozmaicać jej walory smakowe, aby jakoś bardziej się zmobilizować. Latem dodaję cytrynę, miętę i kostki lodu - to szczególnie dobre i orzeźwiające rozwiązania.


My cosmetics shelf is full of products from different brands. As you know, not all stores offer free delivery, or it is available for a rather excessive amount that we have to collect in the basket, so when I am preparing for larger purchases of cosmetic products, I most often use the Douglas drugstore. Free delivery is from 49 PLN, the delivery time is very fast and the store's assortment is really impressive. It includes Polish and foreign brands of cosmetics for care, make-up, perfumes and more. Also my favorite Chanel products (delivery is much faster and free). This is simply the best option :)

 

Przez moją półkę z kosmetykami, przewija się naprawdę wiele produktów różnych marek. Jak wiadomo nie wszystkie sklepy oferują darmową dostawę, albo jest ona dostępna przy często dość wygórowanej kwocie jaką musimy uzbierać w koszyku, dlatego kiedy szykują mi się większe zakupy produktów kosmetycznych, najczęściej korzystam z drogerii Douglas. Darmowa dostawa jest już od 49 zł, czas realizacji jest bardzo szybki a asortyment sklepu jest naprawdę imponujący. Znajdziemy w nim polskie, oraz zagraniczne marki kosmetyków do pielęgnacji, makijażu, perfumy i nie tylko. Moje ulubione kosmetyki Chanel również (dostawa jest dużo szybsza i darmowa). To zwyczajnie najkorzystniejsza opcja :)



Cleansing gel fermented rice water & lotus flower from KIRESKIN for good morning and good night.

Okay, let's face it - this face wash gel is a real firecracker! This is confirmed not only by my subjective opinion, but also by those of you who, on my recommendation, tried this product and had similar feelings. I am very happy when you sincerely trust my recommendations, which is why I approach the selection of what I really share with you even more rigorously. Coming back to this gel, I don't know which packaging I use anymore, but my opinion remains the same. In the autumn and winter period in addition to this gel I also use another cleansing product from KIRESKIN - it is green tea and meadowfoam cleansing oil, which has additional moisturizing properties (the skin after it is extremely soft). As for the gel itself, I use it both in the morning and in the evening to thoroughly cleanse my face. This product has a delicate gel consistency, which additionally moisturizes the skin, comes in a convenient package and smells really beautiful.

 

Żel oczyszczający fermentowana woda ryżowa & kwiat lotosu od KIRESKIN na dzień dobry i dobranoc. 

Dobrze, powiedzmy sobie bez ogródek – ten żel do mycia twarzy to prawdziwa petarda! Jest to poparte już nawet nie tyle moją subiektywną opinią, ale i również tych z Was, które z mojego polecenia wypróbowały ten produkt i miały podobne odczucia. Ogromnie mnie cieszy, kiedy szczerze ufacie moim rekomendacjom, dlatego jeszcze bardziej rygorystycznie podchodzą do selekcji tego, czym naprawdę się z Wami dzielę. Wracając jednak do tego żelu, nie wiem już, które opakowanie stosuję, ale moja opinia niezmiennie pozostaje ta sama. W okresie jesienno-zimowym stosuję jeszcze drugi produkt oczyszczający od KIRESKIN – chodzi oczywiście o olejek oczyszczający zielona herbata i meadowfoam, który ma dodatkowe właściwości nawilżające (skóra po nim jest wyjątkowo miękka). Co do samego żelu, stosuję go zarówno rano jak i wieczorem, aby dogłębnie oczyścić twarz. Produkt ten ma delikatną żelową konsystencję, która dodatkowo fajnie nawilża skórę przychodzi w wygodnym opakowaniu i naprawdę pięknie pachnie. 



Ginseng root tonic & Ylang Ylang KIRESKIN

When my face is well cleansed, the next step is a tonic, which I also have from the KIRESKIN brand. This time I use ginseng root and Ylang Ylang flower, but I also had a version with black tea and fig water, which has a slightly thicker consistency. In the case of the one I use now, the consistency is light, typically watery. I put a small amount on my hands and rub it thoroughly all over my face, then gently pat it so that it is well absorbed. I use tonic in the same way as cleansing gel in the morning and in the evening.

 

Tonik korzeń żeń szeń & kwiat Ylang Ylang KIRESKIN

Kiedy moja twarz jest już dobrze oczyszczona, kolejnym krokiem jest tonik, które również mam od marki KIRESKIN. Tym razem stosuję korzeń żeń szeń i kwiat Ylang Ylang, ale miałam również wcześniej wersję z czarną herbatą i wodą figową (pisałam Wam o nim dokładnie rok temu w tym wpisie – link), która ma odrobinę gęstszą konsystencję. W przypadku tego, który stosuję obecnie, konsystencja jest lekka, typowo wodnista. Niewielką ilość nakładam na dłonie i dokładnie rozcieram po całej twarzy, a następnie lekko wklepuję żeby się dobrze wchłonęło. Tonik tak samo jak żel oczyszczający stosuję rano i wieczorem. 



Nourishing day face cream 1.3 Face Guard from Fridge

For daily skin care, the next step is cream. As I mentioned some time ago on Instagram, around the beginning of June, I received a nourishing face cream 1.3 Face Guard from the Polish brand Fridge. I have heard positive opinions about them many times, but I haven't had the opportunity to try them before, so I was even more curious about the results. After less than 2 months, I made a pretty good opinion, but I can start with what the manufacturer themselves says about this cream. First of all, it is the perfect protection for sensitive, vascular and reddened skin - that is, right for me. In addition, the cream moisturizes, regenerates, has anti-aging properties, strengthens blood vessels and brings immediate relief. What are my feelings? The cream actually moisturize very well. Importantly, the redness I deal with has also significantly decreased (or rather faded). After applying it, my skin has a more even tone and looks more radiant. It has no pulling effects and works very well with makeup. In addition, this cream is very efficient - a really small amount is enough to cover the entire face and neck. Its composition includes rose oil, chamomile oil, beeswax and wild rose. In addition, Fridge cosmetics do not contain preservatives (hence the need to keep them in the fridge), they are fresh, natural, do not contain alcohol or substances not recommended during pregnancy.

 

Odżywczy krem do twarzy na dzień 1.3 Face Guard od Fridge

W przypadku dziennej pielęgnacji skóry, kolejnym krokiem jest krem. Tak jak wspominałam jakiś czas temu na Instagramie, mniej więcej początkiem czerwca dotarł do mnie w ramach współpracy odżywczy krem do twarzy 1.3 Face Guard od polskiej marki Fridge. Wielokrotnie słyszałam pozytywne opinie na ich temat, ale sama nie miałam wcześniej okazji, aby je wypróbować, więc tym bardziej byłam ciekawa rezultatów. Po niespełna 2 miesiącach wyrobiłam sobie całkiem niezłe zdanie, ale zacznę może od tego co o tym kremie mówi sam producent. Przede wszystkim stanowi on idealną ochronę dla cery wrażliwej, naczyniowej i zaczerwienionej – czyli wprost dla mnie. Ponadto krem dobrze nawilża, regeneruje, ma właściwości przeciwstarzeniowe, wzmacnia naczynia krwionośne i przynosi natychmiastowe ukojenie. A jakie są moje odczucia? Krem faktycznie bardzo dobrze nawilża. Co istotne, również zaczerwienienia, z którymi się borykam znacznie się zmniejszyły (albo raczej zbladły). Po jego nałożeniu moja skóra ma bardziej wyrównany koloryt i wygląda promienniej. Nie ma efekty ściągania i bardzo dobrze współgra z makijażem. Dodatkowo ten krem jest bardzo wydajny – wystarczy naprawdę niewielka ilość, aby pokryć całą twarz i szyję. W jego składzie znajdziemy olej różany, olejek z rumianku, wosk pszczeli, czy dziką różę. Dodatkowo kosmetyki marki Fridge nie zawierają konserwantów (stąd konieczność trzymania ich w lodówce), są świeże, naturalne, nie zawierają alkoholu ani substancji niepolecanych w ciąży. 




Algodrops - an innovative light SPF 50 protective emulsion from Sensum Mare

Probably everyone knows that the use of protective filters is a necessity. However, I know from my autopsy that in this case the regularity can be different, which is probably due to the cosmetics themselves. There is a wide range of filters on the market, from those in a cream, spray, milk, foundation or BB cream, so we can easily choose something suitable for ourselves. Although, are you sure? On the one hand, the offers of stores are constantly competing for new products, but on the other hand, many of them are a real pain to use. And this is poorly absorbed, they leave a shiny blue or white film on the skin, leave stain on clothes, or in the case of face ones - it clogs it, stinging it in the eyes, or in the case of BB cream, it is difficult to choose a shade, because the offer of the selected brand is too small ... I must admit that in the case of face filters I always have a real problem myself, but this year I found a real gem. Sensum Mare SPF 50 Algodrops light protective anti-photo-aging emulsion is the perfect product. Its light texture does not burden the skin in any way, it is well absorbed, it can be used on a cream / serum or as a substitute for it - it is a combination of the caring properties of a face serum with comprehensive protection against sun rays, pollution as well as blue and infrared light. The unique formula of the emulsion does not burden the skin, does not leave a white film, thanks to which, as provided by the manufacturer, sun protection becomes pleasant and comfortable. Its composition includes, among others a complex of 5 sea algae, hyaluronic acid, vitamin E, or water from the Norwegian glacier. In addition, the emulsion works very well with makeup. Apart from that Sensum Mare also has the Algotone multi-care BB cream, which I am thinking about intensively. Has any of you used it and can share your opinion?

 

Algodrops – innowacyjna lekka emulsja ochronna SPF 50 od Sensum Mare

O tym, że stosowanie filtrów ochronnych to konieczność wie już chyba każdy. Wiem jednak z autopsji, że i w tym przypadku z tą regularnością bywa różnie, do czego poniekąd przyczyniają się zapewne same kosmetyki. Na rynku znajdziemy całą gamę filtrów od tych w kremie, spray-u, mleczku, podkładzie, czy kremie BB, dlatego z łatwością możemy dobrać coś odpowiedniego dla siebie. Chociaż, czy aby na pewno? Z jednej strony oferty sklepów prześcigają się o co rusz to nowe produkty, ale z drugiej wiele z nich jest prawdziwą udręką do stosowania. A to kiepsko się wchłaniają, zostawiają niebieski święcący, czy biały film na skórze, brudzą ubrania, czy w przypadku tych do twarzy – zapycha ją, szczypią w oczy,  albo w przypadku kremu BB ciężko dobrać odcień, bo oferta wybranej marki jest zbyt mała… Nie ukrywam, że w przypadku filtrów do twarzy sama mam zawsze nie lada problem, ale w tym roku trafiła mi się prawdziwa perełka. Lekka emulsja ochronna przeciw fotostarzeniu Sensum Mare SPF 50 Algodrops to produkt idealny. Jego lekka konsystencja w żaden sposób nie obciąża skóry, dobrze się wchłania, może być stosowana na krem/serum lub jako jego substytut – to połączenie pielęgnacyjnych właściwości serum do twarzy z kompleksową ochroną przed promieniami słonecznymi, zanieczyszczeniem oraz niebieskim i podczerwonym światłem. Wyjątkowa formuła emulsji nie obciąża skóry, nie zostawia białego filmu, dzięki temu jak zapewnia producent ochrona przeciwsłoneczna staje się przyjemna i komfortowa. W jego składzie znajdziemy m.in. kompleks 5 alg morskich, kwas hialuronowy, witaminę E, czy wodę z lodowca norweskiego. Dodatkowo emulsja bardzo dobrze współgra z makijażem. Ponadto w ofercie Sensum Mare znajduje się również multi - pielęgnacyjny krem BB Algotone, nad którym sama się zastanawiam. Czy któraś z Was może go stosowała i może podzielić się swoją opinią? 





Niech Was nie zmyli opakowanie - wykorzystałam starą buteleczkę po serum i przelałam do niej olej lniany,
aby było mi go wygodniej stosować.  

Cold-pressed linseed oil - simply.

Moving on to my evening care ... As I mentioned at the beginning of today's post, some time ago some changes took place in my daily care. Well, for about 1.5 months every evening, I apply linseed oil to my cleansed and well-dried face. The one I have my cousin brought from her husband's hometown. The oil is 100% natural (produced by a family neighbour) and cold pressed. I apply a small amount because it is really very efficient and I thoroughly spread it over my face, neck and décolleté. I do it very early in the evening so that the oil has time to absorb. I must admit that the first effects appeared relatively quickly for me, after about a week of use. The first thing that disappeared was face pulling. Until now, I had so far that when I washed my face and left it without anything, I immediately felt a tightening effect, itchy and saw how dry it is (I generally have very dry skin by nature). When I started using linseed oil, this feeling passed after a week. Take my word for it that I happened to wash my face several times in the morning and not apply the cream for a long time, which I forgot on the way to the fridge, because the terrible tightening of my face stopped reminding me about it: D. But let's move on - after 1.5 months of use, my skin has become more plump, luminous, really moisturized and smoother (taking into account the shallowing of fine wrinkles around the mouth). In addition, it contributes very well to lower my reddened face, which can be seen almost a moment after applying the oil. From this perspective, I know that oiling is an everyday ritual without which I cannot imagine my skincare. I do not know if it is since using this oil, the entire care, or my approach to this subject has changed, but more and more often I leave the house with just mascara, because the feeling of complexes disappears.

 

Olej lniany tłoczony na zimno – po prostu. 

Przechodząc do mojej wieczornej pielęgnacji… Jak już wspominałam na początku dzisiejszego wpisu, jakiś czas temu w mojej codziennej pielęgnacji zaszły pewne zmiany. Otóż od około 1,5 miesiąca każdego wieczoru na oczyszczoną i dobrze osuszoną twarz nakładam olej lniany. Ten który ja mam przywiozła z rodzinnych stron swojego męża moja kuzynka. Olej jest w 100% naturalny (jego produkcją zajmuje się sąsiad rodziny) i tłoczony na zimno. Nakładam niewielką ilość ponieważ jest on naprawdę bardzo wydajny (jak na olej przystało ;)) i dokładnie rozsmarowuję nim twarz, szyję, oraz dekolt. Robię to raczej bardzo wcześnie wieczorem, aby olej miał czas się wchłonąć. Przyznam szczerze, że pierwsze efekty pojawiły się u mnie stosunkowo szybko, bo mniej więcej po około tygodniu stosowania. Pierwsze co zniknęło, to ściągania twarzy. Dotychczas miałam tak, że kiedy umyłam buzię i pozostawiłam ją bez niczego, momentalnie odczuwałam efekt ściągania, swędzenie i widziałam jaka jest sucha (ja ogólnie z natury mam bardzo suchą skórę). Kiedy zaczęłam stosować olej lniany, po tygodniu to uczucie minęło. Wierzcie mi na słowo, że zdarzyło mi się kilkukrotnie umyć rano buzię i nie nałożyć kremu przez dłuższy czas, o którym zapomniałam w drodze do lodówki, bo okropne ściąganie na buzi mi o tym przestało przypominać :D. Przejdźmy jednak dalej – po 1,5 miesiąca stosowania, moja skóra stała się bardziej jędrna, świetlista, naprawdę nawilżona i bardziej wygładzona (uwzględniając spłycenie drobnych zmarszczek w okolicach ust). Dodatkowo bardzo dobrze przyczynia się do spłycania mojej zaczerwienionej twarzy co widać niemalże chwilę po nałożeniu oleju. Z tej perspektywy czasu wiem, że olejowanie to już codzienny rytuał, bez którego nie wyobrażam sobie swojej pielęgnacji. Nie wiem, czy to jego zasługa, całej pielęgnacji, czy mojego podejścia w tym temacie, ale coraz częściej zdarza mi się wyjść z domu z wyłącznie pomalowanymi rzęsami, bo zwyczajnie znika mi poczucie kompleksów.  



Repair by night by Veoli Botanica

So that it would not be too easy, my evening care includes one more step - the last one. I introduced the cream with lipid protection repair by night from Veoli Botanica a year ago and I still like to reach for it. It's a really good moisturizing cream - which sometimes even gives the feeling of a mask (the manufacturer calls it the "second skin" effect) thanks to its thick consistency, which could be compared to a butter. I always put it on at least 15 minutes before going to bed so that it has time to absorb. Later I go to sleep and the cream does its job, i.e. it intensively regenerates, moisturizes and soothes. Additionally, 97.8% of the ingredients contained in the cream are of natural origin.

 

Repair by night od Veoli Botanica 

Żeby nie było za łatwo, moja wieczorna pielęgnacja uwzględnia jeszcze jeden – ostatni już krok. Krem z ochroną lipidową na noc repair by night od Veoli Botanica przedstawiałam Wam go już rok temu i nadal chętnie po niego sięgam. To naprawdę bardzo dobrze nawilżający krem – który czasami daje wręcz uczucie maski (producent nazywa to efektem „drugiej skóry”) dzięki swojej gęstej jak  masło konsystencji. Nakładam go zawsze minimum 15 minut przed pójściem spać, aby miał czas się wchłonąć. Później kładę się spać a krem robi swoje, czyli intensywnie regeneruje, nawilża i koi. Dodatkowo 97,8% surowców zawartych w kremie jest pochodzenia naturalnego. 




Castor oil for hair is my secret weapon, which I have already mentioned to you twice on the occasion of hair care posts, so if you haven't had the opportunity to read, I leave links to the entries - here and here.

Olej rycynowy do włosów to moja tajna broń, o której wspominałam Wam już dwukrotnie przy okazji wpisów o pielęgnacji włosów, więc jeżeli nie miałyście okazji przeczytać, zostawiam linki do wpisów – tutaj i tutaj.




Matcha power peel by Veoli Botanica

Additionally, once a week I reach for this green multi-acid enzyme peeling from Veoli Botanica. It comes in a convenient package, spreads well (it has the consistency of a typical face mask) provides immediate exfoliation, cleansing and smoothing the skin, it also refreshes the skin and makes it more radiant. 97.98% of ingredients of natural origin, among which we can find lactic acid, tartaric acid, citric acid, salicylic acid or an enzyme obtained from pineapple.

Matcha power peel od Veoli Botanica

Dodatkowo raz w tygodniu sięgam po ten zielony multikwasowy peeling enzymatyczny od Veoli Botanica. Przychodzi w wygodnym opakowaniu, dobrze się rozprowadza (ma konsystencję typowej maski do twarzy) zapewnia natychmiastowe złuszczenie, oczyszczenie i wygładzenie skóry dodatkowo odświeża skórę i sprawia, że jest bardziej promienna. 97.98% składników pochodzenia naturalnego pośród których znajdziemy kwas mlekowy, kwas winowy, kwas cytrynowy, kwas salicylowy, czy enzym pozyskiwany z ananasa.


That's it! I tried to briefly introduce you to the topic of my summer care, and it turned out as always. So I am not going to hold you any longer. However, if you have any questions or thoughts, feel free to leave a comment! :) Meanwhile, I wish you a quiet evening!    

To by było na tyle! Starałam się jak najzwięźlej przedstawić Wam temat mojej letniej pielęgnacji, a wyszło jak zawsze. Nie zatrzymuje więc już Was ani chwili dłużej. Gdybyście jednak miały jakieś pytania, albo przemyślenia to piszcie śmiało! :) Tymczasem życzę Wam spokojnego wieczoru! 

 

Ściskam!

M.




* * * 


* Współpraca Douglas


 

Comments

  1. Świetny post. Sama uwielbiam polecane przez Ciebie marki (oprócz produktów Fridge, bo tych nie miałam jeszcze okazji testować). Od siebie mogę polecić też produkty Phenome i Clochee, które zresztą widziałam już u Ciebie we wcześniejszych postach :) Odnośnie olejowania twarzy, to może sama się skuszę, choć zawsze obawiałam się "zapychania". Mam niestety skórę z tendencjami do przesuszania, także to może jednak będzie dobre wyjście. Testowałaś też może inne oleje na twarz?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa! ;* Markę Phenome faktycznie znam, ale produktów Clochee jeszcze nie stosowałam, więc dziękuję za polecenie! Jeżeli chodzi o oleje to stosowałam jeszcze produkty na ich bazie od marki Creamy, ale nic poza tym. Ja ogólnie mam z natury cerę suchą, dlatego nie bałam się "zapychania", bo podchodziłam do tego na zasadzie, że nawet jeśli takie będą tego konsekwencje, to korzyści i tak będą raczej większe :D. Nie zmienia to jednak faktu, że peelingi to mój kosmetyk numer jeden. Moim faworytem do zadań specjalnych jest peeling cukrowy od Phenome, który szczerze polecam. Pozdrawiam ciepło i dziękuję za komentarz! ;*

      Delete

Post a Comment

Instagram

FOLLOW @OFSIMPLETHINGS ON INSTAGRAM
© 2019 OF SIMPLE THINGS | All rights reserved. Contact