PHOTO DIARY

 

Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale właśnie dobiliśmy do końca pierwszego miesiąca Nowego Roku. Lada moment minie rok, od naszego powrotu do Polski. Ilekroć się nad tym zastanawiam, ogarnia mnie to samo zdziwienie, chociaż właściwie nie powinno. Zasada zawsze była taka sama – im więcej mamy na głowie, tym czas szybciej ucieka. Czy nam się to podoba, czy nie, za chwilę zacznie się luty, a tym samym będziemy o kilka kroków bliżej wiosny. Przyznać się, kto już odlicza dni? :) Cóż, na wiosnę będziemy musieli jeszcze trochę poczekać, więc myślę, że podsumowanie miesiąca będzie jak znalazł! Zapraszam Was na małą (no dobra, olbrzymią!) retrospekcję, z minionych tygodni stycznia :). 

KEEP IT COSY: TRZY DOMOWE STYLIZACJE NA TEN ZIMOWY CZAS

Zima to czas, w którym zdecydowanie więcej czasu spędzamy w domu. Pogoda za oknem bywa różna, a w końcu miejsce zamieszkania, to nasza najbezpieczniejsza przystań. Nie wiem jak Wy, ale ja po domu chodzę najczęściej w czymś wygodnym, komfortowym, w czym mogę gotować, sprzątać, bawić się z dzieckiem, albo leniuchować na kanapie z miską popcornu, i pilotem od telewizora. Weekendowe poranki zarezerwowane są na długie godziny w piżamie, a w tygodniu najczęściej wybieram legginsy i sweter, albo dresy. W oparciu o moje własne upodobania, przygotowałam dla Was trzy propozycje, w których na pewno nie będziecie chciały opuścić domu :). Przy okazji w zestawieniach znalazło się również coś dla domu i dla ciała. Koniecznie dajcie znać, która propozycja najbardziej przypadła Wam do gustu. 

TRAVEL DIARY FROM ZAKOPANE AND THE LOOK: ALL IN ONE


Kiedy pierwszy raz stanęłam nad Morskim Okiem, pomyślałam sobie, że to miejsce musi wyglądać magicznie zimą. Zamarznięta tafla jeziora, ośnieżone szczyty i biel śniegu pokrywająca ścieżki i drzewa. To była jesień. Piękna, barwna, feeria kolorów otulająca wzgórza, oraz całą otaczającą naturę, sprawiła, że to miejsce wyryło specjalne miejsce w moim sercu. Od tamtej pory przyjeżdżamy tu przy każdej możliwej okazji. Muszę jednak przyznać, że jak dla mnie, latem to miejsce ma najmniej uroku. Tłumy turystów, na szlaku i w samym centrum Zakopanego no i wszystko jest po prostu zielone :). Wiedziałam jednak, że musimy tu wrócić zimą. Marzyłam o tym od lat, dlatego kiedy w zeszłym roku przeprowadziliśmy się do Polski i wiadome było, że zimę spędzimy na miejscu, z niecierpliwością czekałam na ten wyjazd. Początkowo mój mąż chciał, abyśmy przyjechali do Zakopanego w przerwie między Świętami Bożego Narodzenia a Sylwestrem. Wiedziałam jednak, że to zły pomysł, bo zapewne utoniemy w morzu ludzi, którzy wpadli na podobny pomysł (jak się później okazało, miałam rację a samo oczekiwanie na pizzę z dowozem wydłużało się do czterech godzin nie wspominając o kolejkach na Krupówkach, aby dostać się restauracji na kolację), dlatego zgodnie ustaliliśmy, że pojedziemy po Nowym Roku. Kiedy jednak w połowie grudnia, Zakopane zostało zasypane śniegiem, żałowałam, że nie możemy zmienić daty naszego wyjazdu. My niestety nie mieliśmy tyle szczęścia, a w dniu naszego przyjazdu śnieg można było uraczyć jedynie w dolinach i wyższych partiach gór. Byłam jednak szczęśliwa, bo zatęskniłam za widokiem Tatr.

 

Na miejsce dotarliśmy 4 stycznia wczesnym popołudniem. Zatrzymaliśmy się w Kościelisku. Wynajęliśmy dom z polecenia znajomego mojego męża. Już podczas pierwszego pobytu w Zakopanem upodobaliśmy sobie Kościelisko. To znacznie spokojniejsze miejsce od centrum Zakopanego, które tym samym gwarantuje najpiękniejsze widoki na Tatry. Gdybyście planowali wypad w góry, polecam Wam Domki Góralskie – my wynajęliśmy domek numer 2. Po dotarciu na miejsce, rozpakowaliśmy walizki i wybraliśmy się na Krupówki. Najpierw przeszliśmy je całe od góry do dołu podziwiając świąteczne dekoracje, a później udaliśmy się na kolację do Karczmy Góraleczka, gdzie od godziny 18 gra kapela góralska. Wieczór upłynął nam na degustacji dobrego jedzenia (ja postawiłam na pierogi, bo jakże mogłabym inaczej) i wspaniałej muzyki na żywo. Następnego dnia przywitał nas deszcz, który około południa miał zamienić się w śnieg, ale tylko na stronie prognozy pogody. Rzeczywistość była zgoła inna. Nie zważając jednak na pogodę, po południu wybraliśmy się na Gubałówkę. Pierwotnie chcieliśmy wjechać na Kasprowy Wierch, ale zachowaliśmy się jak prawdziwi amatorzy podróży i nie sprawdziliśmy, że o tej porze roku ostatni wjazd jest o godzinie 14 (byliśmy na miejscu około 13:40). Kolejka na Gubałówkę jeździ do godziny 21, więc mogliśmy skorzystać chociaż z tego. Po spacerze znowu wybraliśmy się na Krupówki na kolację. Tym razem do „Stek Chałupa”, gdzie w oczekiwaniu na jedzenie, rozkoszowałam się pyszną zimową herbatą z sokiem malinowym, miodem, cynamonem, goździkami, plasterkiem pomarańczy i plasterkiem cytryny. Tego wieczoru, kiedy już wróciliśmy do domu i ogrzewaliśmy się przed kominkiem z lampką wina, za oknem zaczął nieśmiało prószyć śnieg. 

 

Następnego i tym samym naszego ostatniego dnia (w piątek rano wracaliśmy już do domu), zerwaliśmy się skoro świt, aby wyruszyć wprost na Morskie Oko. Przygotowaliśmy sobie wałówkę (bułki, banany, czekoladę i oczywiście herbatę do termosu). Ku naszemu zdziwieniu (znowu brak przygotowania), okazało się, że w zeszłym roku w sierpniu zmienił się system parkingowy pod szlakiem na Morskie Oko, i teraz, aby zaparkować, trzeba wcześniej wykupić bilet na stronie www.tpn.pl (wcześniej normalnie można go było kupić w parkomacie), także miejcie to na uwadze, bo na miejscu nie ma zasięgu i trzeba się wracać, aby go znaleźć :D. Ze wszystkimi przygodami, wyruszyliśmy z samochodu o 10:20. Początkowa trasa była spokojna, miejscami lekko śliska, ale wszystko w granicach normy. Mieliśmy ze sobą wózek dla Klary i śpiworek od Zaffiro, który świetnie się spisał. Nie braliśmy sanek, bo brakło nam miejsca w bagażniku (jechaliśmy w piątkę plus wózek i plecaki, więc sanki musiałyby chyba jechać na dachu) a zresztą początkowo i tak nie dałoby się nimi jechać. Im bliżej Morskiego Oka, tym warunki stawały się trudniejsze. Wiem, że są dostępne płozy do wózka, ale nigdy wcześniej nie były nam potrzebne i nie opłacało się ich kupować z powodu jednego wyjścia w góry. Mój mąż miał zatem odrobinę siłowni (może sobie teraz pofolgować przez dwa tygodnie :D). Na miejsce dotarliśmy kilka minut po godzinie 13. Jak na tą trasę, trudne warunki dla wózka i małą rozrabiakę, która oczywiście idzie „siama”, to chyba i tak niezły czas. Warunki na Morskim Oku były bardzo zmienne i nadciągała jakaś zawierucha śnieżna. Schowaliśmy się w schronisku, aby trochę się ogrzać. O tej porze roku na miejscu jest jednak bardzo dużo ludzi, dlatego trzeba się uzbroić w cierpliwość i to pod każdym względem. Chociaż właściciel domku, który wynajmowaliśmy mówił, że to był spokojniejszy okres, w schronisku były tłumy, już nie mówiąc o tym co się dzieje na Krupówkach, gdzie trzeba chwilę odczekać, aby dostać stolik w restauracji. Tego wieczoru, wróciliśmy do „Karczmy Góraleczka” na kolację a później znowu ogrzewaliśmy się przed kominkiem w naszej góralskiej chacie. 

 

To był cudowny wyjazd, chociaż zdecydowanie za krótki. Następnym razem na pewno zagościmy w Zakopanem na dłużej, zwłaszcza, że na mojej liście jest jeszcze Dolina Chochołowska i Rusinowa Polana. Zima i okres nawet ten poświąteczny, kiedy miasto nadal jest przystrojone a z głośników rozbrzmiewają kolędy, to piękny czas, na wyprawę w Tatry. Kiedy wszystkie wzgórza i doliny pokryte są miękką pierzynką z białego puchu, ten widok jest tak surrealistyczny, że momentami chciałam, aby mąż mnie uszczypnął. Krótkie, czy długie; dalekie, czy bliskie; w góry, czy nad morze – podróże pozwalają nabrać świeżego oddechu, zdystansować się od spraw dnia codziennego i po prostu pobyć tu i teraz chłonąc piękno jakim obdarzyła nas natura. 

PHOTO DIARY

 

Cóż to był za miesiąc! Grudzień to najpiękniejszy czas w roku. Atmosfera świątecznych przygotowań, domowe wypieki, wspólny rodzinny czas, który jest najcenniejszym darem danym nam w życiu. Z wielką przyjemnością i nutką nostalgii, że to wszystko już za nami, zapraszam Was na obszerną relację z minionych tygodni ostatniego miesiąca zeszłego już roku. Nie wiem jak to się dzieje, ale z każdym kolejnym razem, moje podsumowania miesiąca stają się dłuższe… ale zresztą, zobaczcie same :)

THE LOOK: WINTER WONDERLAND CAME EARLIER THIS YEAR


wool coat // wełniany płaszcz – Zara (stara kolekcja)

turtleneck // golf – H&M

trousers // spodnie – Reserved

hat // czapka – MLE Collection (stara kolekcja)

bag // torebka – MANGO

boots // kozaki – Gino Rossi

leather gloves // skórzane rękawiczki – H&M (stara kolekcja)

woolen gloves // wełniane rękawiczki – Wool so Cool

 

 

Good morning, my dear! It rarely happens to me that I don't know how to start a post, but this time it was quite a challenge. On the one hand, there are so many things that I could tell you here, but the first thing that comes to mind is how long I haven't shown myself here in such a full edition. The last post in the "The Look" series was posted on the blog in August and I don't really know when it happened. Do you also have the impression that recently time is moving faster? Since moving to Poland, a lot has changed for me, and most of all my wardrobe, which underwent a real revolution, has lost half of it and I actually find myself wearing the same sets alternately recently. These are my daily outfits in which I feel good but don't find them interesting enough to get your attention. When a lot of snow fell a few days ago, I could not give up this pleasure and together with Julia (@banduchcyka) we went with the camera to the light side to smuggle even more of this beautiful winter land. Believe me or not, there was a fog all the way, and when we got there, it somehow disappeared ... However, it cannot be denied that even without it, the landscape was delightful.

 

Today's outfit is one of my winter casual. Wool coat, leather boots (in this case I wear it alternately with my beloved UGGs) a hat and gloves. If I care about a more urban edition, then, as you will notice in the photos from our beautiful Tarnowskie Góry square, just change to leather gloves to get the desired effect :).

. . . .

 

Dzień dobry moi mili! Rzadko mi się zdarza, że nie wiem jak rozpocząć wpis, ale tym razem to było nie lada wyzwanie. Z jednej strony jest tyle rzeczy, które mogłabym Wam tutaj przekazać, ale pierwsze co nasuwa mi się na myśl, to jak dawno się Wam tutaj nie pokazywałam w takim pełnym wydaniu. Ostatni wpis z cyklu „The Look” gościł na blogu w sierpniu i właściwie sama nie wiem, kiedy to zleciało. Czy Wy też macie wrażenie, że w ostatnim czasie czas pędzi jakby szybciej? Od przeprowadzki do Polski, wiele się u mnie zmieniło, a już najbardziej moja garderoba, która przeszła prawdziwą rewolucję, uszczupliła się o połowę i właściwie sama łapię się na tym, że ostatnio noszę naprzemiennie te same zestawy. Takie moje codzienne zwyklaki, w których czuję się dobrze, ale nie wydają mi się na tyle interesujące, aby przyciągnąć Waszą uwagę. Kiedy kilka dni temu napadało sporo śniegu, nie mogłam sobie odpuścić tej przyjemności i razem z Julią (@banduchcyka) ruszyłyśmy z aparatem na lekkie ubocze, aby przemycić jeszcze więcej tego piękna zimowej krainy. Wierzcie mi lub nie, ale całą drogę była mgła, a kiedy dojechałyśmy na miejsce jakimś cudem zniknęła… Nie da się jednak ukryć, że nawet bez niej, krajobraz był zachwycający. 

 

Dzisiejsza stylizacja to właśnie jeden z moich zimowych zwyklaków. Wełniany płaszcz, skórzane kozaki (w tym przypadku noszę ja naprzemiennie z moimi ukochanym UGG-ami) czapka i rękawiczki. Jeżeli zależy mi na bardziej miejskim wydaniu, to tak jak zauważycie na zdjęciach z naszego pięknego tarnogórskiego rynku, wystarczy zmienić rękawiczki na skórzane, aby uzyskać pożądany efekt :).

Instagram

FOLLOW @OFSIMPLETHINGS ON INSTAGRAM
© 2019 OF SIMPLE THINGS | All rights reserved. Contact