THE LOOK: ŁEBA O ZACHODZIE SŁOŃCA
koszulka i jeansowa kurtka top & jeans jacket – H&M
spodnie // trousers – Mohito
klapki // flip flops – Decathlon
koszyk // basket bag – IBELIV
Polskie morze ma specjalne miejsce w moim sercu. Nie wiem, z czego wynika ten sentyment, ale ilekroć przychodzi do decyzji „gdzie jedziemy” mój mąż odpowiada „gdziekolwiek, gdzie jest ciepło”, a ja ze swoim niepoprawnym optymizmem przekonuję go, że przecież nad polskim morzem też jest ciepło… ;). Kiedy zarezerwowałam nam hotel, codziennie sprawdzałam prognozę z nadzieją, że jednak uda się zadowolić nas oboje – polskim morzem i hiszpańskimi upałami. Pech chciał, że im bliżej do wyjazdu, tym gorsza była prognoza… Na szczęście tylko na chwilę. Pierwsze dwa dni były chłodne, a później było idealnie! I cóż Wam mogę powiedzieć… dawno tak nie wypoczęłam!
Pierwszy raz obraliśmy inny kierunek niż dotychczas. Jak pamiętacie z ubiegłych lat, najczęściej wybieraliśmy okolice Trójmiasta / Półwyspu Helskiego. Tym razem jednak pojechaliśmy do Łeby. W otoczeniu lasu sosnowego, cudownych szerokich plaż i bez zasięgu (za wyjątkiem hotelowego wi-fi) – znacznie łatwiej było się „wyłączyć” i być po prostu tu i teraz. Ten dobrostan tak mocno mi wszedł, że jeszcze nigdy nie wróciłam z urlopu mając raptem kilka zdjęć nadających się do publikacji. Reszta trafi już tylko do rodzinnego albumu wraz ze wszystkimi cudownymi wspomnieniami, nowymi znajomościami (Ściskam Was Aniu ;* - widzimy się w Zieleńcu!) i opalenizną, której nie powstrzymał nawet filtr SPF 50 ;).
Zostawiam Wam kilka kadrów z ostatniego zachodu słońca, kiedy to mój mąż pierwszy i zarazem ostatni raz chwycił za aparat. I zawsze zdumiewa mnie to, że chociaż jest tylko zwykłym amatorem fotografii, potrafi uchwycić mnie tak, jak nikt inny.