PHOTO DIARY
Podobno luty jest miesiącem oczekiwania. Jeszcze zimowy, ale już nie do końca. Trochę jak moment tuż przed otwarciem drzwi – kiedy wiesz, że po drugiej stronie stoi już wiosna. I zważywszy na to, jak piękną aurą pogodową zakończyliśmy tegoroczny luty, chyba nie da się tego ująć lepiej. Chociaż początek miesiąca wcale taki obiecujący nie był.
Kiedy na Śląsku zaczęły się ferie, przewinęły się u nas chyba wszystkie możliwe pory roku – od zimowej aury, która zawitała na kilka dni, przez późniejszą jesienną szarugę, aż po wiosenne słońce i 15 stopni na termometrze. I właściwie na tym pogodowym akcencie mogłabym skończyć, ale luty był u mnie tak samo zwariowany jak ta pogoda, więc pozwólcie, że przeciągnę jeszcze o kilka zdań. Wiecie – ja z natury zawsze byłam bardzo gadatliwa (tylko trochę się wstydzę ;)), więc kiedy już się rozkręcę, ciężko mnie zatrzymać.
No ale do brzegu… Luty pod względem zawodowym był bardzo wymagający – pełen nowych projektów, ciasnych deadline’ów (chociaż podobno pod presją czasu pracujemy efektywniej… a może to tylko moje wyobrażenie?), wyjazdu do Warszawy i dużej dawki rodzinnego czasu. Jak co miesiąc zebrałam to dla Was w małą retrospekcję.
Tarnogórski rynek w zimowej aurze wygląda pięknie – szkoda tylko, że trwała ona tak krótko!
1 i 4. Lubię zimę, kiedy jest taka biała i mroźna, ale tęsknota za wiosną, ciepłem i lżejszymi warstwami daje już o sobie mocno znać. // 2. Chociaż do tej pory nosiłam wyłącznie złotą biżuterię – aktualnie poszukuję srebrnej alternatywy w podobnym stylu.
Widziałyście ostatni „The Look”? Jeżeli nie, to zostawiam Wam link :)
1. Prawda, że pięknie? // 2. Moja obowiązkowa rutyna, przed którą wzbraniam się ile wlezie. Do czytania, do laptopa – mogę nosić, ale żeby tak cały czas? // 3. No hej :) // 4. Walentynkowe szaleństwo.
1. A później przychodzi wieczór, robi się cicho i spokojnie – idealnie do pracy… ;) // 2. Powtarzam się, ale uwielbiam ten widok z kuchni! // 3. Ten też ;) // 4. Jak to miło, że nie muszę już świecić rano światło żeby się pomalować!
Ostatnio się nie rozstajemy!
Pierwszy powiew wiosny w moim domu.
1. Maślany? Masełkowy? A może po prostu pastelowy żółty? Jakkolwiek by go nie nazwać – przywołuję powiew wiosennej świeżości. // 2. Nawet róże się kolorystycznie dopasowały! // 3. Już nie taki nowy, ale goście pierwszy raz od kiedy mieszkamy, więc w sumie się zgadza :) // 4. Zima za oknem, wiosna w środku.
Tęsknicie za dawnymi czasami? Za życiem bez technologii, bez presji, którą sami na siebie ściągamy? Ja tak – bardzo często. Podobno to dlatego, że jestem milenialsem i przez to znam zarówno te czasy przed rozwojem technologii i te współczesne, które rozwijały się razem ze mną. Pisałam o tym kilka dni temu na blogu – tutaj możecie przeczytać cały artykuł – link.
1. Mój nieoceniony asystent! // 2. Powoli – kartka po kartce odbudowuję swoją czytelniczą rutynę. // 4. Moje ulubione śniadanie w ostatnim czasie.
W końcu biorę się za te gołe ściany! Rok czasu to stanowczo za długo.
1. Prawda jest jednak taka, że mam zdecydowanie zbyt wiele „dzieł”, które chciałabym powiesić. Ścian mi braknie… // 2. Mój poranny niezbędnik kosmetyczny. // 3. Pobudka – czas wstawać. // 4. Czy ja coś wspominałam o srebrnej biżuterii? Te kolczyki mam od wielu lat, ale tak właściwie to dopiero teraz je zaczęłam nosić.
No dobrze – walizki spakowany, kawa kupione – możemy ruszać!
Co znalazło się w mojej kosmetyczce na 24-godzinny wypad do stolicy.
1. Dzień dobry Warszawo! // 2. Pierwszy przystanek – Charlotte Bistro. Polecam Wam ich ratatouille. // 3. :)) // 4. Dotarłyśmy – zostawimy tylko walizki i lecimy dalej.
Charlotte Menora.
Błękit nieba. Słońce w ostatnich dniach nadrabia już za całą zimę…
I znowu się widzimy. Ta sama trasa, te same punkty zdjęciowe ;).
Jeszcze kilka razy i poczujemy się tu jak w domu :)
Hotel Puro Stare Miasto.
1. Dogodziłyśmy sobie z Agnieszką jak zwykle za bardzo i później nie mogłyśmy zasnąć. Cóż poradzić – Trattoria Rucola po raz kolejny nas nie zawiodła – a mus pistacjowy z czekoladową kruszonką to po prostu rozkosz dla podniebienia! // 2 i 3. Łazienki Królewskie.
Wyobrażam sobie jak musiało być tutaj pięknie, kiedy dookoła leżały warstwy śniegu.
Idealne połączenie – zimowy płaszcz i adidasy… miało być 10 stopni, ale w rzeczywistości żałowałam, że nie zabrałam jednak moich śniegowców :D
Było pięknie! Mam nadzieję, że uda nam się tu wrócić jak wszystko zakwitnie.
Niestety na zwiedzanie muzeum już nam zabrakło czasu. Przyjechałyśmy do Warszaw po 14 a o 18:00 zamykali. Następnym razem nadrobimy.
Po drodze mijany…
Kolejny dzień przed nami. Zanim ruszyłyśmy na sesję zdjęciową, która była celem naszej wizyty w Warszawie – wypadałoby zjeść śniadanie. Padło na Café Bristol, które miałyśmy po drodze do studia.
Tylko komu po tej porannej uczcie chciałoby się pracować… :D
Nam oczywiście! Mam to szczęście, że uwielbiam swoją pracę, więc nie traktuję jej jak przykrego obowiązku.
A to oficjalnie jedno z najpiękniejszych studiów zdjęciowych w jakch miałyśmy okazję pracować.
4 godziny później – materiały na trzy miesiące zrobiony.
1 i 2. Dopijamy kawę, pakujemy rzeczy i lecimy. // 3. Ostatnie spojrzenie na Warszawę… // 4. I w drogę.
A o poranku obudziła mnie taka piękna mgła.
Ten armagedon może oznaczać tylko jedno… montaż kuchni za 3…2….1….
Po tych intensywnych dniach, szczególnie doceniam tą słodką zwyczajność i otoczenie natury tuż za płotem.
Tym pięknym słonecznym akcentem kończę podsumowanie lutego. Jeżeli to czytacie, to chcę Wam tylko powiedzieć – dziękuję! W tym zagonionym świecie pełnym nadmiernych bodźców i szybkich treści, szczególnie doceniam czas, który mi poświęcacie.
Ściskam Was mocno!
M.




Komentarze
Prześlij komentarz