PHOTO DIARY
Zawsze kiedy przychodzą wakacje, dopada mnie ta sama ambicja. Tworzę w głowie listę rzeczy, które koniecznie chciałabym zrobić, żeby później nie mieć poczucia straconego czasu. Gdzieś w tym wszystkim umyka mi jednak, że wakacje w dorosłym życiu wyglądają trochę inaczej. W końcu praca sama się nie zrobi, prania z każdym dniem jakby przybywa, a przecież trzeba jeszcze zrobić zakupy i ugotować coś dobrego – bo lato aż prosi się o wszystkie te sezonowe rarytasy. Szczytem mojej ambicji była w tym roku maszynka do lodów. Byłam przekonana, że będę robić je sama. Skończyło się jednak na planach i... nadal przy pierwszej lepszej wizycie w markecie robię zapas moich ulubionych lodów o smaku truskawkowego sernika.
A później siadam do przygotowania comiesięcznego Photo Diary i przeglądam te kilka kadrów, które udało mi się złapać gdzieś pomiędzy codziennością – najczęściej wtedy, kiedy przypominałam sobie, że za chwilę koniec miesiąca i dobrze byłoby mieć co opublikować. I właśnie wtedy uświadamiam sobie coś, co chyba umyka mi każdego lata. Największą radość i ten błogostan, za którym tak często lecimy na drugi koniec świata, odczuwałam u teściowej w ogrodzie, leżąc z książką, która wciągnęła mnie bez reszty. Albo nad rzeką, gdzie moja córeczka z zapałem doskonaliła sztukę puszczania kaczek – a ja ze zdziwieniem odkryłam, że... sama już prawie zapomniałam, jak się to robi. Dlatego po raz kolejny pozwolę sobie przypomnieć, że największe szczęście naprawdę mamy pod nosem. W tych chwilach, których nie planujemy i które najczęściej okazują się najcenniejsze. Rozsiądźcie się wygodnie i powspominajmy razem te ostatnie tygodnie.
Tego dnia miałam w Krakowie zaplanowaną wizytę u lekarza. Postanowiłam jednak połączyć przyjemne z pożytecznym i zabrałam ze sobą moją rodzinkę. Do Krakowa dotarliśmy koło południa – w sam raz na pierwsze lody i kawę. Później nieśpiesznym krokiem ruszyliśmy w stronę Wawelu. Uwielbiam zamkowe ogrody i widok na panoramę miasta. Tego dnia było jednak tak upalnie, że na miejscu ratowała nas tylko zimna lemoniada. Takie wyjazdy mają jednak jedną wadę – czas mija zdecydowanie za szybko. Nim się obejrzeliśmy, trzeba było iść na moją umówioną wizytę.
A później już tylko same przyjemności. Obiad, spacer po rynku, obowiązkowa wizyta w sklepie z pamiątkami i powrót do domu. Lubię takie dni. Zaplanowane wokół jednego obowiązku, a jednak zostawiają po sobie tyle miłych wspomnień.
Nawet w taki upał, ta sukienka sprawdziła się doskonale. Wypatrzyłam ją początkiem lata w Reserved, ale z tego co widziałam jest już wyprzedana. Takie długie zwiewne sukienka to dla mnie synonim lata.
1. Urzekł mnie ten detal. Taki delikatny a zarazem bardzo romantyczny. // 2. W poszukiwaniu cienia. // 3. Wyżej wspomniane lody. Nie jestem fanką sorbetów – zazwyczaj wybieram te tradycyjne. Było jednak tak gorąco, że kiedy skosztowałam sorbet o smaku limonki i bazylii mojego męża – pierwszy raz w życiu żałowałam, że sama ich nie wzięłam… // 4. Niestety był już zamknięty, ale nadrobię następnym razem ;).
Moja mała turystka ;*
Już kiedy byliśmy na Wawelu, wisiały nad nami burzowe chmury. Na szczęście dopadły nas dopiero w drodze do domu.
Na ławce w parku było jakby najprzyjemniej. // A tu już na krakowskim rynku.
W tym upalnym miesiącu trafiło się też kilka chłodniejszych dni.
1 i 4. Szkoda, że ich sezon dobiegł końca. // 2 i 3. O obrazach, moich wyborach, fotografii i o tym jak to się dzieje, że pamięć naszych telefonów przepełniona jest zdjęciami, których nigdy później nie oglądamy, przeczytacie w tym wpisie – link.
Przy okazji pisania powyższego artykułu, sięgnęłam do mojej skrzyni pamiątek, w której oprócz wywołanych zdjęć mam też zbiór pocztówek, magnesów i innych pamiątek, które ze sobą przywożę z wakacji.
Piękno w czystej postaci.
Lubię tę porę – gdzieś na styku dnia i nocy.
I co by tutaj zrobić… kompot? Ciasto? A może knedle?
Tym razem padło na ciasto i kompot.
Co widzicie Wy vs….
Co widzę ja ;)
1. Mój zbiór przepisów. // 2. No to lecimy z tymi słoikami na zimę. // 3. Czy ktoś jeszcze robi papierowe łańcuchy w środku lata? W tym roku gotowość na święta będzie u nas bardzo przed czasem… 4. No a skoro mamy już tyle truskawek, to placuszki umiliły nam śniadanie.
I czekoladowa chmura, która znika szybciej niż zdąży się pojawić.
Dotarłyśmy. Teraz słowo WAKACJE nabiera prawidłowego znaczenia.
Ciekawe tylko, że akurat wtedy pogoda postanowiła się ochłodzić…
Bliskie spotkanie.
Spacerując alejkami parku.
Rozpoczął się akurat Tydzień Kultury Beskidzkiej, więc wszędzie coś się działo. W parku miałyśmy mały powrót do przeszłości.
A później czekał nas już misiowy piknik.
Wdycham, słucham, odpoczywam i cieszę się chwilą, która trwa.
Chociaż przed nami jeszcze cały sierpień, mam wrażenie, że w powietrzu powoli czuć zbliżające się zmiany. Ale na to przyjdzie jeszcze czas. Na razie chcę nacieszyć się latem, które wciąż trwa. Dziękuję Wam za tych kilka wspólnych chwil. Uciekam złapać jeszcze kilka promieni dzisiejszego słońca – podobno niebawem mają dotrzeć do nas burze. A z Wami widzę się już niebawem – przy okazji kolejnego wpisu, na który już teraz serdecznie zapraszam.
Ściskam!
M.




Komentarze
Prześlij komentarz